Wczoraj miałam pierwszą wizytę u mojego gina. Jakiż był zadowolony, gdy powiedziałam mu, że przychodzę z kolejną ciążą :) Pan Doktor mnie zbadał, zrobił usg i określił termin porodu na 3 października. Stwierdził też, że coś mi się lekko odkleiło, ale dopóki nie ma krwawień nie mam się przejmować. Nie mogę też poddać się biopsji, którą miałam wyznaczoną na 19 lutego. Dostałam skierowanie na badania krwi, a następną wizytę mam wyznaczoną na pierwszy dzień wiosny. Będzie to już 12 tydzień ciąży...
Ciąża skomplikowała mi pewne sprawy, ale myślę, że to się wszytko da. Powiedziałam o dziecku rodzicom i szefowej w pracy. Reakcja szefowej bardzo mnie zaskoczyła, w sensie pozytywnym... Serdecznie mi pogratulowała, kazała dbać o siebie i niczym się nie martwić. Przyznam szczerze, że trochę obawiałam się jej reakcji, a tu taka niespodzianka :) Moi rodzice też byli zaskoczeni, ale przyjęli wiadomość o kolejnym wnuku spokojnie. Mnie męczą mdłości i okropne zaparcia - ale tak samo było z Hanulką, musimy to przetrwać. Byle do przodu... :)
środa, 16 lutego 2011
środa, 9 lutego 2011
Szok - wciąż...
Dziękuję Wam dziewczyny za gratulacje! Ja sama wciąż próbuję oswoić się z tą myślą, że znów zostanę mamą. Jak to się stało...?? Chyba nie muszę Wam tłumaczyć :) W grudniu spóźniał mi się okres, nie siałam jednak paniki i nie biegałam do apteki po testy. Okres dostałam w 40 dniu cyklu, więc gdy tym razem mi się spóźniał to podeszłam do tego na luzie i czekałam kiedy @ przyjdzie. W niedzielę mąż zażartował, że może jednak jestem w ciąży, na co ja zbyłam go śmiechem. W poniedziałek rano przy śniadaniu pierwszy raz mnie zemdliło, jednak nie brałam tego za objaw ciąży. Po przyjściu do pracy nie mogłam jednak wysiedzieć na tyłku i pod byle pretekstem wyszłam do apteki, gdzie kupiłam 2 testy (przekonana, że pierwszy nie wyjdzie). Po powrocie do biura, pobiegłam do łazienki w wiadomym celu. Jakież było moje zaskoczenie, gdy od razu pojawiły się dwie tłuste krechy!!! Oczywiście tego dnia już nic więcej nie zrobiłam. Po powrocie do domu z niecierpliwością czekałam na Łukasza. Gdy wrócił z pracy ja nie mogłam wysiedzieć i od razu powiedziałam mu o co chodzi. Początkowo myślał, że sobie żarty z niego stroję, ale po chwili na jego twarzy pojawił się wielki uśmiech i nie zszedł z niej do dziś. Mój mąż się cieszy, a ja próbuję ochłonąć... Przyznam, że trochę nas ta ciąża zaskoczyła... gdy staraliśmy się o Hanię to zajęło nam to pół roku, a tu cyk i jest :) Najśmieszniejsze jest to, że drugie dziecko urodzi się dokładnie 2 lata po Hani (termin porodu to 5.10.2011r.). Nie powiedzieliśmy jeszcze moim rodzicom, zrobimy to w sobotę. Nie powiedziałam też jeszcze szefowej w pracy - czekam na wizytę u lekarza, którą mam 16.02. Szczerze mówiąc obawiam się trochę jej reakcji, tym bardziej, że moja koleżanka też jest w ciąży i nasza nieobecność pokryje się na pewnym etapie. Kilka tygodni temu dowiedziałam się, że projekt, który napisałam i złożyłam w listopadzie dostał dofinansowanie i będzie realizowany od kwietnia do końca września. Jestem kierownikiem tego projektu i to trochę komplikuje sprawy, ale nieoficjalnie dowiedziałam się, że w każdej chwili z ważnego powodu można zmienić kierownika (a ciążą to chyba jest ważny powód, co?). A jeszcze jedno - zapisałam się na studia podyplomowe, które powinny lada chwila się zacząć... Jak same widzicie, trochę skomplikowałam sobie życie...a może to właśnie tak miało być...Póki co do południa męczą mnie mega mdłości...mam nadzieję, że skończą się tak samo szybko, jak się pojawiły... Wciąż nie wierzę...
poniedziałek, 7 lutego 2011
niedziela, 6 lutego 2011
środa, 19 stycznia 2011
Doła mam
...jak stąd do Chin... Mam płacz na czubku nosa, nie radzę sobie już emocjami. Sytuacja w domu jest strasznie napięta, czułam, że coś lada moment wybuchanie... Znów miałam z moim ojcem rozmowę z serii "bo Twój mąż..." Nie chcę wdawać się w szczegóły, bo nie o to, to chodzi... Pora chyba jednak pomyśleć o poszukaniu mieszkania do wynajęcia, bo ja już dłużej tego nie wytrzymam...Siadam psychicznie... :(
wtorek, 18 stycznia 2011
Zapalenie spojówek i konkurs :)
Niedzielne łzawienie oczu Hani skończyło się wizytą na pogotowiu. Bardzo miła Pani Doktor stwierdziła u Małej zapalenie spojówek. Hanulka była bardzo dzielna, podczas badania oka pod specjalnym mikroskopem nawet nie drgnęła, wciąż się uśmiechała i biegała po korytarzach oddziału okulistycznego. Od niedzieli aplikujemy krople z antybiotykiem i widać już dużą poprawę. Mam nadzieję tylko, że nie przerzuci się na drugie oczko.
Dziś usłyszałam pewną wiadomość, która rzuciła mnie na kolana. O szczegółach będę mogła Was poinformować dopiero w piątek. Jeśli ktoś czyta mnie dokładnie, może domyśleć się o co chodzi... Ogłaszam mały konkurs - typujcie, może któraś zgadnie :)
Dziś usłyszałam pewną wiadomość, która rzuciła mnie na kolana. O szczegółach będę mogła Was poinformować dopiero w piątek. Jeśli ktoś czyta mnie dokładnie, może domyśleć się o co chodzi... Ogłaszam mały konkurs - typujcie, może któraś zgadnie :)
niedziela, 16 stycznia 2011
Babski wieczór z katarem w tle
Fajny wieczór wczoraj miałam, taki typowo babski, spędzony w innym towarzystwie niż zwykle. W ten weekend jestem na ostatnim zjeździe szkolenia, o którym kiedyś już pisałam. Wczoraj wraz z naszą prowadzącą i kilkoma babkami postanowiłyśmy pójść na stare miasto na piwko. Bydgoszcz nocą ma swój urok, a do tego piękne świetlne iluminacje (m.in. ok 3-metrowej wielkości świecące anioł, grające na trąbach i stojące wzdłuż głównej ulicy) Szok po prostu. Poszłyśmy do pubu na piwo, nagadałyśmy się, naśmiałyśmy, pospacerowałyśmy po mieście (piękna wiosenna noc była) i uradowane wróciłyśmy do hotelu. Oczywiście głównym tematem rozmów i żartów był seks, relacje damsko - męskie itp. Było tak po prostu fajnie, spontanicznie, bez skrępowania... Nie miałam pojęcia, jak bardzo brakowało mi takiego wyjścia, naładowania akumulatorów, spojrzenia z dystansem na swoje dotychczasowe życie, związek... Przemyślałam sobie parę spraw i dochodzę do wniosku, że mam naprawdę dobrze, co nie znaczy, że nie może by lepiej :) Grunt, żeby obie strony się starały :)
Z gorszych wieści - ja czuję się trochę lepiej, biorę antybiotyk, cho wciąż jeszcze czuję gardło. Hania znów ma jednak katar, łzawią jej oczy i boję się, że to się skończy wizytą u lekarza :(
Z gorszych wieści - ja czuję się trochę lepiej, biorę antybiotyk, cho wciąż jeszcze czuję gardło. Hania znów ma jednak katar, łzawią jej oczy i boję się, że to się skończy wizytą u lekarza :(
czwartek, 13 stycznia 2011
Już po...
"...człowiek czeka na nie cały rok, a potem chwila i już po... Brzuszek pełny, portfel pusty, ale wspomnienia fajne :)"
Tak zaczęłam posta 27.12.2010 roku. Jak łatwo się domyśleć post nie został dokończony :) Pora więc na nowy, bardziej aktualny :)
U nas "po staremu". Ja pracuję, mąż pracuje (choć już 4 miesiąc "na czarno"), Hanulka rośnie jak na drożdżach i jeszcze trochę to nas to nasze dziecko sprzeda :) Mała gada jak najęta, buduje już bardzo proste zdania typu "dać am", zadaje pytania typu "cio to", a budząc się w nocy siada w łóżeczku i mówi "gdzie didi". Oczywiście nie uśnie dopóki nie podam jej smoczka. Ze słownika małej gaduły: patrzi (patrz mamusiu co robię), dać, koczik (kolczyk), klucz, buti, (buty), papuć, tatuć (tatuś), munia (mamunia), goń, pić, baptia (babcia), dziadzia, dom, starczi (wystarczy), nie ma, jeśt (jest), Łaja (Mikołaj, Mikołaja), niania (niania, Hania), bawa (zabawa), ciapt, ciapt (kąpiel) i wiele innych, które w tej chwili nie pamiętam. Hanka jest rozkoszna, daje mam tyle radości, moja córcia napawa mnie dumą, gdy widzę jak dzielnie sobie radzi w życiu codziennym. Mała uwielbia tańczyć i wciąga w swoje zabawy wszystkich w koło. Mam szczęście, że moja mama przez wiele lat pracowała jako nauczycielka w szkole podstawowej, a obecnie uczy w przedszkolu. Dzięki temu zna wiele zabaw dla maluchów, piosenek i rymowanek, które serwuje swojej wnusi. Nasza mała Myszka rozkochała w sobie dziadków, a w szczególności mojego tatę. Widać, że trzymają ze sobą sztamę i bardzo się lubią :)
Ostatnio 2 tygodnie walczyliśmy z katarkiem, ale teraz mam nadzieję, że to już za nami. Teraz to ja jestem chora, byłam dziś u lekarza i skończyło się na antybiotyku (mam ropne zapalenie gardła). Wzięłam w pracy dzień wolnego, mam nadzieję, że się przez weekend wykuruję.
A i najważniejsza sprawa - wyniki biopsji są ok! :) Druga czeka mnie 19 lutego, a potem jeśli bedzie dobrze (a jestem przekonana, że będzie) rozpoczniemy starania o dzidziusia :)
Kreativ Blogger - zostałam nominowana przez Blankę (dziękuję bardzo ), ale wstyd się przyznać, nie bardzo wiem o co w tym chodzi... Może mi ktoś wytłumaczy, a ja chętnie włączę się do zabawy...
Pozdrawiam Was moje dobre duszyczki!
Tak zaczęłam posta 27.12.2010 roku. Jak łatwo się domyśleć post nie został dokończony :) Pora więc na nowy, bardziej aktualny :)
U nas "po staremu". Ja pracuję, mąż pracuje (choć już 4 miesiąc "na czarno"), Hanulka rośnie jak na drożdżach i jeszcze trochę to nas to nasze dziecko sprzeda :) Mała gada jak najęta, buduje już bardzo proste zdania typu "dać am", zadaje pytania typu "cio to", a budząc się w nocy siada w łóżeczku i mówi "gdzie didi". Oczywiście nie uśnie dopóki nie podam jej smoczka. Ze słownika małej gaduły: patrzi (patrz mamusiu co robię), dać, koczik (kolczyk), klucz, buti, (buty), papuć, tatuć (tatuś), munia (mamunia), goń, pić, baptia (babcia), dziadzia, dom, starczi (wystarczy), nie ma, jeśt (jest), Łaja (Mikołaj, Mikołaja), niania (niania, Hania), bawa (zabawa), ciapt, ciapt (kąpiel) i wiele innych, które w tej chwili nie pamiętam. Hanka jest rozkoszna, daje mam tyle radości, moja córcia napawa mnie dumą, gdy widzę jak dzielnie sobie radzi w życiu codziennym. Mała uwielbia tańczyć i wciąga w swoje zabawy wszystkich w koło. Mam szczęście, że moja mama przez wiele lat pracowała jako nauczycielka w szkole podstawowej, a obecnie uczy w przedszkolu. Dzięki temu zna wiele zabaw dla maluchów, piosenek i rymowanek, które serwuje swojej wnusi. Nasza mała Myszka rozkochała w sobie dziadków, a w szczególności mojego tatę. Widać, że trzymają ze sobą sztamę i bardzo się lubią :)
Ostatnio 2 tygodnie walczyliśmy z katarkiem, ale teraz mam nadzieję, że to już za nami. Teraz to ja jestem chora, byłam dziś u lekarza i skończyło się na antybiotyku (mam ropne zapalenie gardła). Wzięłam w pracy dzień wolnego, mam nadzieję, że się przez weekend wykuruję.
A i najważniejsza sprawa - wyniki biopsji są ok! :) Druga czeka mnie 19 lutego, a potem jeśli bedzie dobrze (a jestem przekonana, że będzie) rozpoczniemy starania o dzidziusia :)
Kreativ Blogger - zostałam nominowana przez Blankę (dziękuję bardzo ), ale wstyd się przyznać, nie bardzo wiem o co w tym chodzi... Może mi ktoś wytłumaczy, a ja chętnie włączę się do zabawy...
Pozdrawiam Was moje dobre duszyczki!
piątek, 24 grudnia 2010
Z życzeniami do Was pędzę
Aby Święta były wyjątkowymi dniami w roku,
by choinka w każdych oczach zalśniła blaskiem,
By kolacja wigilijna wniosła w serca spokój
a radość pojawiała się z każdym nowym brzaskiem.
By prezenty ucieszyły każde smutne oczy,
by spokojna przerwa ukoiła złość
By Sylwester zapewnił szampańską zabawę,
a kolędowych śpiewów nie było dość!
by choinka w każdych oczach zalśniła blaskiem,
By kolacja wigilijna wniosła w serca spokój
a radość pojawiała się z każdym nowym brzaskiem.
By prezenty ucieszyły każde smutne oczy,
by spokojna przerwa ukoiła złość
By Sylwester zapewnił szampańską zabawę,
a kolędowych śpiewów nie było dość!
Wszystkiego najlepszego dla Was moje Kochane!!!
niedziela, 19 grudnia 2010
Już po...
...i nawet nie było tak strasznie. W szpitalu stawiłam się o godzinie 9.00. Ku mojemu zdziwieniu zostałam od razu przyjęta na izbie przyjęć, a spodziewałam się, że będę długo czekała na przyjęcie. Po załatwieniu wszystkich formalności zostałam skierowana na oddział ginekologiczno - położniczy. Gdy tak szłam korytarzami naszego szpitala, powróciły wszystkie wspomnienia związane z narodzinami Hanulki. Na oddziale zgłosiłam się do pielęgniarek, a one skierowały mnie na badanie do ordynatora (to lekarz, który prowadził moją ciążę). Ten osłuchał mnie i analizując moje wyniki badań krwi stwierdził, że jestem pełnokrwistą kobietą :) Następnie usiadłam na krzesełku i wraz z kilkoma innymi kobietkami czekałam na chirurga - onkologa. Facet spóźnił się ponad godzinę, ale biorąc pod uwagę to, że musiał dojechać ponad 100km i warunki atmosferyczne jestem w stanie mu to wybaczyć. Lekarz i pielęgniarka, która z nim przyjechała byli bardzo sympatyczni. Cały czas mnie zagadywali i rozśmieszali. Sam zabieg trwał ok 15 min, ponieważ guz, który mi usuwano był dość duży. Teraz jestem trochę obolała, ale cieszę się, że ten etap mam za sobą. W lutym czeka mnie usunięcie drugiego guza, z tej samej piersi, dlatego też starania o dziecko odłożymy chyba do czasu, aż będę po. Tak całkowicie to się uspokoję, gdy za 2 tygodnie odbiorę wyniki biopsji i przeczytam, że zmiany były niezłośliwe. Trzymajcie kciuki!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


