poniedziałek, 26 marca 2012

Pół roku razem

Dziś nasz syn kończy 6 miesięcy. Spoglądałam na niego, gdy spał w łóżeczku i wciąż nie mogę uwierzyć, że jest z nami obdarowując nas codziennie swoim cudowym uśmiechem. Dotychczas Michaś chował nam  rewelacyjnie. Jest bardzo pogodnym bobasem, praktycznie nie płacze, nie chorował, nie miał nawet kataru. Mam nadzieję, że tak już pozostanie. Michałek rozwija  się bardzo ładnie, ślicznie przekręca się z plecków na brzuszek i odwrotnie, pluje, cmoka, naśladuje warkot motoru. Przez kilka dni namiętnie "gadał" dzia-dzia, da-da, teraz zamilkł i znowu tylko "grucha". Michaś waży 9700g i nosi ubranka głównie w rozmiarze 80.
A tak zmieniał się Michał na przestrzeni tych 6 miesięcy:










A tu z mamusią:
No i nie może oczywiście zabraknąć Pierworodnej
Po Hanulkowej ospie nie ma prawie śladu. Na pleckach pozostały jeszcze 3 strupki, które powinny lada chwila odpaść. Mała przeszła ospę bez gorączki, myślę, że dość łagodnie. Na początku trochę się drapała i z tego powodu bywała rozdrażniona, zwłaszcza w nocy, ale później było już całkiem nieźle. U Michała symptomów ospy póki co brak.



Na koniec kilka słów o nas. Po narodzinach Michała nasz związek przeszedł lekki kryzys, coś psuć zaczęło się jeszcze przed porodem. Na początku listopada pękłam i została przeprowadzona oczyszczająca rozmowa. Muszę przyznać, że od tego czasu dużo się zmieniło, oczywiście na lepsze. Po urodzeniu Misia bardzo spadło mi libido, seks nie przynosił mi satysfakcji. Czułam się "tam" bardzo luźna. Teraz wszystko wróciło do normy, a powiem nawet, że tak fajnie to chyba jeszcze nie było :) Nic nie poradzę, że cytując była posłankę Renatę B. lubię seks" jak koń owies" :) Zaczynam pisać głupoty, więc zmykam! Całuję! 


wtorek, 13 marca 2012

W skrócie

Znów minęło trochę czasu od od ostatniego posta, trochę się wydarzyło, dlatego w skrócie opiszę co się u nas działo:

  1. Wspominałam już, ze sprzedaliśmy nasze auto. W miejsce starego kupiliśmy inne - opla astrę. Tym autkiem mój mąż dojeżdża do pracy. Nie wiem, czy pisałam, ale pracuję jako pracownik socjalny i sporą część czasu spędzam poza OPS-em. Na mój teren skałada się kilka wsi, a zorganizowanie sobie dojazdu to już mój problem. Dotychczas dojeżdżałam autem mojej mamy, ale z uwagi na fakt, iż rodzice zmienili samochód, tata swój stary dał mamie, a mama swój dała mojemu bratu. Moja mama jest już na emeryturze, będzie zajmowała się moimi dzieciakami i rodzice stwierdzili, że przyda się jej samochód. Dlatego też zaproponowali mi, że jeśli chciałabym kupić sobie auto, to oni mi dołożą. Grzechem byłoby nie skorzystać z takiej propozycji :) Takim oto sposobem w niedzielę zostałam właścicielką Fiata punto w ślicznym zielonym kolorze. Wczoraj zarejestrowałam samochód, a w poniedziałek jestem umówiona na założenie instalacji gazowej. Nie muszę chyba wspominać, że jesteśmy totalnie spłukani...
  2. W sobotę byliśmy na urodzinach u brata mojego męża. Rysiu skończył 25 lat. Jak zwykle było bardzo fajnie. Hania świetnie bawiła się ze swoim kuzynostwem, a i Michaś był bardzo grzeczny.
  3. Moja córka zaliczyła (chyba-mam taką nadzieję) ospę wietrzną. Ospa objawiła się 2 ospowymi wypryskami po których  nie ma już śladu. Oczywiście zaliczyliśmy wizytę u pediatry. Ponadto jakieś półtora tygodnia u Hani na stopach, udach, przedramionach, dłoniach i na jednym pośladku pojawiła się wysypka, z którą nie mogę sobie poradzić. Małia strasznie się drapie, budzi się w nocy. Pediatra zapisała nam diphergan i syrop przeciwalergiczny jednak Hania za nic w świecie nie chce ich pić. Nie pomaga dodawanie ich do napojów. Biedna bardzo się drapie, a ja nie wiem jak jej pomóc. Całe szczęście Michaś trzyma się dzielnie i od dnia narodzin nie miał nawet kataru.
  4. No właśnie Michaś... Mały skończył 5 miesięcy... Nie wiem kiedy to zleciało. Waży ponad 9 kg, naprawdę kawał chłopa z niego. Misiu pięknie przewraca się z pleców na brzuszek, ale w drugą stronę nie potrafi. Leżąc na brzuszku coraz częściej opiera się na przedramionach, widzę jednak, że jego waga robi swoje i jest mu trudniej, niż było Hani. Ponadto coraz dłużej stoi na własnych nóżkach, co sprawia mu niesamowitą frajdę. Lubi siedzieć podparty poduszkami, sporo czasu spędza w leżaczku. Uwielbia gryźć własne stopy i nie raz się w nie ugryzł. Nie ma jeszcze ząbka, ale myślę, że to kwestia kilku dni. Mały zajada domowe obiadki (sama gotuję w różnych smakach), uwielbia rozmoczone herbatniki i biszkopty, lubi kaszki, posmakował też chrupka kukurydzianego. Wciąż jeszcze odciągam mu mleko, ale dostaje je już tylko 2-3 razy dziennie. Widzę wyraźnie, że mleka jest coraz mniej, co powoduje u mnie lekkie stany depresyjne. Mam wyrzuty sumienia, że za mało się staram, może powinnam więcej czasu spędzać przy laktatorze... Z drugiej strony za 3 tygodnie wracam do pracy i nie mogłabym poświęcić na odciąganiu mleka tyle czasu, co obecnie. Byłoby mi łatwiej, gdyby Michał pił mleko bezpośrednio z piersi. Hanię karmiłam 11 miesięcy i pomimo powrotu do pracy udało się utrzymać laktację. Trudno mi się z tym wszystkim pogodzić... to głupie, ale czuję, ze gdzieś tam zawiodłam mojego syna... 
  5. Pod koniec stycznia zaczęłam dietę - posiłkowałam się książką Kasi Cichopek "Jedz, chudnij i ciesz się sobą". Dotychczas udało mi się zgubić 6 kg. Niestety od kilku dni mam kryzys i nie mogę pozbierać się do kupy. Do zgubienia mam jeszcze jakieś 8-9kg. Do obiadu jest super, gubi mnie jednak popołudniowe i wieczorne podjadanie. Muszę znów przerobić książkę i poukładać sobie wszystko w głowie.
  6. Wczoraj byłam na zebraniu w sprawie utworzenia punktu przedszkolnego i otwarcia (tak, dobrze widzicie) szkoły w naszej miejscowości. Kilka lat temu szkołę zamknięto z uwagi na fakt iż rodzice zaczęli przenosić dzieci do okolicznych miejscowości. Przez kilka lat budynek szkoły stał pusty i zwyczajnie niszczał. 3 lata temu gmina w porozumieniu z jakimś stowarzyszeniem pozyskała środki na otwarcie punktu przedszkolnego. Część budynku szkoły wyremontowano i stworzono przepiękne warunki lokalowe dla dzieciaków. Projekt trwał 2 lata i od września w przedszkolu uczą się tylko 5-6 latki (ze środków budżetu gminy). Władze zaproponowały wyremontowanie kolejnej sali i otwarcie pierwszej klasy. Docelowo ma powstać przedszkole i szkoła 3-klasowa. Jeśli tylko uda się pozyskać dodatkowe środki z UE to od września ruszy również grupa 3-4 latków. 
I znów nie dokończyłam posta... Tyle chciałam Wam napisać.... Niestety okazało się, że te wcześniejsze wypryski to nie była ospa - Hanię wysypało dopiero w nocy z piątku na sobotę. Nie ma centymetra ciała, gdzie nie miałaby pryszczyków. Biedna bardzo cierpi, drapie się okropnie, jest marudna, płaczliwa i źle sypia w nocy, a ja razem z nią. Mam nadzieję, że choć uczucie swędzenia ja wkrótce, bp serce  mi się kraje, gdy na nią patrzę.
Druga sprawa - mam problemy z komentowaniem Waszych blogów. Widzę komentarze innych, ale sama nie mogę dodać, tylko czasem się udaje. Nie wiem o co chodzi, może muszę zmienić przeglądarkę.
Trzecia sprawa - oszalałam na punkcie "Zmierzchu" - dziś czytałam do 3 w nocy drugą część Sagi. Wieczorem obejrzę film. Robert Pattinson w roli Edwarda - boski! Zmykam do mojej Biedroneczki!

piątek, 17 lutego 2012

Już dawno nie zdarzyło się tak, aby moje dzieci spały jednocześnie w dzień. Hania usnęła w leżaczku Michała z jego smoczkiem w buźce, a Misiu bawiąc się w wózku. Hania od kilku miesięcy nie śpi w dzień, dzięki czemu chodzi spać ok 19.30. Czasem jednak zdarza się, że uśnie...zwłaszcza wtedy, gdy jest chora, a dziś bardzo meczy ją katar.
Ja cieszę sie ostatnimi tygodniami wolności... Wcale nie cieszy mnie powrót do pracy. Dobrze mi w domu, tym bardziej, że moja mama jest już na emeryturze i całkiem fajnie nam razem.
Kurczę, jak mam kilkunastodniową przerwę w pisaniu, to zapominam już, co chciałabym Wam napisać. Napewno w tym czasie miały miejsce Walentynki. W tym roku, aby uniknąć tłumów 14 lutego, wybraliśmy się wraz z siostrą mojego męża i szwagrem do kina na "Listy do M." oraz na piwko i pizzę. Fajnie było... Bardzo ich lubę i zawsze dobrze bawimy się w ich towarzystwie.
13 lutego sprzedaliśmy nasze autko - jakoś mi tak smętnie, bo byłam z nim bardzo związana (Sharan wiózł mnie dwukrotnie na porodówkę i nim też przywieźliśmy nasze dzieciaki ze szpitala do domu)...
I zonk... Michał się obudził :) Dokończę później :)

środa, 1 lutego 2012

Wieczór dla siebie

Skrzaty śpią, mąż w trasie,a ja mam chwilę dla siebie. Siedzę przy ciepłym kaloryferku i popijam wodę z cytrynką. Za oknem... każda z Was wie, co jest za oknem :) 
Mój małżonek w ubiegłym tygodniu obchodził urodziny. Impreza urodzinowa dla gości odbyła się w Dzień Babci. Z racji tego, że nie miałam pomysłu na prezent urodzinowy, postanowiłam zaprosić Łukasza na randkę. Byliśmy w kinie i na kolacji. Fajnie było wyjść gdzieś tylko we dwoje. 
Wczoraj nasza pannica po raz pierwszy uczestniczyła w Balu Przebierańców. Bal został zorganizowany przez Dom Kultury. Hania była przebrana za baletnicę - moja kuzynka pożyczyła mi stój. W pierwszej wersji Hanula miała być Czerwonym Kapturkiem (w tym stroju ja balowałam ćwierć wieku temu :)), jednak po wizycie u kuzynki Małą stwierdziła, że chce być baletnicą. 
Moja baletnica w wersji "motylkowej"

Mała wyszalała się do tego stopnia, że po powrocie do domu usnęła przy stole jedząc wafelka. Spać poszła już o 18.15, za to pobudkę zrobiła mi o 01.30 i domagała się śniadanka :) Usnęła dopiero ok 4.00. Hania opowiadała tatusiowi, że było dużo przebranych dzieci i tańczyli "takie duże kółko graniaste". Bardzo jej się podobało, nie bała się hałasu, ani innych dzieci. Za rok wybierzemy się razem z Juniorem.
No właśnie... Michaś. Mój Krasnal 26 stycznia skończył 4 miesiące. Chłop z niego niczego sobie - waży 8,5kg. Zresztą same zobaczcie...

W dalszym ciągu pije mleczko z mojego "udoju". Właściwie sporadycznie dokarmiam go modyfikowanym, bo mały skubaniec wypiął się na nie i tylko w nocy przez sen wypije. W tej chwili odciąganie mleka stało się dla mnie taką rutyną, że potrafię robić w międzyczasie wiele rzeczy - czytać, bawić się z Michasiem, rozwiązywać krzyżówki... Przyznaję szczerze jednak, że czasem mam dość, zwłaszcza w nocy, gdy walczę podczas odciągania z zamykającymi się powiekami. Swoją drogą nieźle "wypasione" musi być to moje mleko, skoro Michał tak się na nim chowa :) 
A wracając do samego Misia - jestem w nim zakochana po uszy. To taki "synuś mamusi". Jest cudowny, rozkoszny, taki do schrupania. Taki oto uśmiech...
...sprawia, że się rozpływam. Zanim zaszłam w drugą ciążę bałam się, że drugiego dziecka nie będę potrafiła kochać tak samo mocno jak Hani, ale teraz wiem, że moje obawy  były niepotrzebne. Moje dzieci to najwspanialsza rzecz jaka została mi dana przez Boga. Ciągle jeszcze gdzieś tam w środku czuję, że nasza rodzina nie jest pełna. Skrycie marzę o jeszcze jednym dziecku, ale myśl o nim muszę odłożyć na dalszą przyszłość. Chęć posiadania drugiego dziecka pojawiła się, gdy Hania miała coś około roku, o trzecim myślę już teraz. Czas pokaże...
Ze smutnych informacji - 30 marca wracam do pracy... no chyba że pobyt w domu przedłużyłabym na kolejne 9 miesięcy L4 + urlop macierzyński :) Taki żarcik :)
Zmykam...

piątek, 20 stycznia 2012

Majkel :)

8200g Miłości :)

czwartek, 19 stycznia 2012

Podziel się sobą

 Na początku listopada w naszym szpitalu odbyła się rekrutacja osób do Centralnego Rejestru Niespokrewnionych Dawców Szpiku. W  związku z tym, że wciąż jeszcze dochodziłam do siebie po porodzie nie udało mi się wówczas zgłosić się do szpitala. Bardzo mi to ciążyło, ponieważ już dawno zdecydowałam, ze chciałabym zostać dawcą. Jakiś czas temu, całkiem przypadkiem trafiłam na adres strony fundacji DKMS ( o tu), która tworzy bazę dawców. Okazało się, że dawcą można zostać nie wychodząc z domu. Wystarczy tylko wypełnić formularz zgłoszeniowy, gdzie informujemy o chęci zostania dawcą. Po kilku dniach na adres domowy przychodzi przesyłka, gdzie znajdują się deklaracje do wypełnienia oraz "sprzęt" do poboru próbek śliny, na podstawie których przeprowadza się wstępną rejestrację. Ja swoją deklarację odesłałam, za kilka tygodni powinnam dostać kartę dawcy. Nie wiem, czy kiedykolwiek będzie mi dane podzielić się swoim szpikiem (statystycznie w ciągu 10 lat od zgłoszenia 5 osób na 100 zostaje dawcą), ale sama świadomość, że jestem gotowa to zrobić dodaje mi takiego powera, że szok. Może któraś z Was również zdecyduje się na taki krok. To naprawdę jest bezpieczne i nie boli. Pomyślcie, że być może gdzieś tam w świecie jakaś matka modli się w tej chwili o znalezienie dawcy szpiku dla swojego dziecka, żona dla 
męża, siostra dla brata... Może to właśnie ja lub Ty możesz ofiarować komuś część siebie...
Byłoby cudownie, gdyby choć jedna z Was moje kochane postanowiła się przyłaczyć do akcji!
Całuję i ściskam cieplutko!
PS. Jestem w szoku, że aż tyle osób odwiedza naszego bloga. Dziękuję! :)

wtorek, 17 stycznia 2012

Ostatni dzwonek

Jeżeli jest ktoś jeszcze kto nas czyta i chciałby mieć dostęp do bloga, to proszę o maile, bo jutro wieczorem założę blokadę. Miłego wieczoru!

środa, 11 stycznia 2012

Miałam sen, piękny sen, a w tym śnie...

... sniło mi się, ze kupiliśmy piękne 3-pokojowe mieszkanie za... 18 tysięcy złotych :) Pomarzyć... Właściwie moim marzeniem jest "mały biały domek", ale o tym w osobnym poście.
Wieści z sypialni... wczoraj wieczorem po raz pierwszy Hania sama, bez płaczu unęła w swoim łóżeczku. Duma mnie rozpiera :)

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Spanie, karmienie i...blokada!

W końcu moje pociechy śpią. Hania śpi od godziny 20.00, ale Junior usnął dosłownie 5 min temu. Chciałam dziś poruszyć kilka kwestii, ale zacznę od początku...
Spanie - od kilku dni uczę Hanię samodzielnego zasypiania. Dotychczas  było tak, ze po myciu Kładłyśmy się razem w naszym łóżku, czytałyśmy książeczki i Hania zasypiała wtulona we mnie. Gdy usnęła przekładałam ją do jej łóżeczka. Kiedyś Hanula całe noce przesypiała w swoim łóżeczku, ale ostatnio zaczęła się domagać się spania z nami. Niestety doszło  do tego, że zaczęła Łukasza z łóżka wypraszać słowami "idź stąd, to moje miejsce". Doszłam do wniosku, że pora zareagować. Postawiłam na najczęściej stosowaną metodę - po kąpaniu czytamy książeczki w naszym łóżku, przytulamy się. Następnie kładę Hanię do jej łóżeczka, przy wtórze jej głośnych protestów, mówię jej, że ją kocham, całuję i informuję, że teraz pora spać, mamusia wychodzi, ale będzie w pokoju obok. Oczywiście mała spryciula się buntuje, płacze. Pierwszego wieczora przepłakała 1,5 godziny (zrobiła sobie godzinną drzemkę w ciągu dnia i nie miała ochoty na spanie), kolejne 3 wieczory ok 5 min i zasypiała. Oczywiście reagowałam na jej płacz - co kilka min wchodziłam do pokoju, głaskałam ją po główce i próbowałam uspokajać. Jak już przyzwyczai się do takiego sposobu usypiania, to popracujemy nad tym, aby pozwalała się też usypiać przez tatusia. Niestety obecnie monopol na usypianie mam ja. Od kiedy kładę Hanię w ten sposób spać, Mała przestała budzić się w nocy i domagać spania z nami. Pracuję w tej kwestii również z Michasiem, próbuję go przyzwyczajać do samodzielnego zasypiania. W dzień nie ma z tym problemu, gdy widzę, ze zaczyna marudzić, kładę go do wózka, przykładam do policzka pieluszkę i Mały w ciągu dosłownie kilku minut zasypia. Niestety gorzej jest wieczorem. Misiu jest kąpany ok 18.30, ok 19.00 zasypia i śpi ok 3 godzin. Po przebudzeniu staram się go szybciutko nakarmić i odłożyć do kołyski, ale najczęściej jest tak, że Mały rozbudza się, jest marudny i usypia dopiero po ok 1,5 godziny. Dziś było to samo. Obudził się już o 20.30, dostał mleczko i odłożyłam go do łóżeczka. Niestety Misiu zaczął popłakiwać, wiercić się... Przesiedział z nami 1,5 godziny, dostał znów mleczko i odłożyłam go do kołyski. Znów się wiercił, popłakiwał... i w tym miejscu cuda zdziałała niezastąpiona suszarka. Wciąż się zastanawiam, jak to jest, ze gdy tylko ją włączę, to Mały zachowuje się tak, jakby mu ktoś zasilanie odłączył :) Momentalnie się uspokaja, zamyka oczka i słodko zasypia.Z Hanią też przez długi czas stosowaliśmy ten patent, dopóki się nam sprzęt nie przepalił. Zobaczymy jak będzie.
Karmienie - Michaś jest wciąż karmiony moim mlekiem, coraz rzadziej go dokarmiam modyfikowanym. Dziś wogóle nie dostał sztucznego. Widzę, że mam coraz więcej mleka. W sobotę miałam już kryzys - odciąganie mleka, zwłaszcza w nocy kosztuje mnie dużo samozaparcia. W dzień nie mam z tym problemów, ale nocne wstawanie mnie wykańcza. Jestem bardzo zmęczona fizycznie. Michał pije mleko około 22.00 - 23.00 - ja odciągam ok 23.30, następne karmienie ma miejsce ok 2.00-3.00, ja znów odciągam, potem 5.00, 7.00 - po każdym karmieniu odciągam. Ściągnięcie butli mleka zajmuje mi 30 min (jestem w stanie jednorazowo ściągnąć 160 - 170ml). Michał zjada ok 120 ml, czasem 90. Jak nie dopije mleka, robię mu kaszkę bananową. Jak już wspomniałam w sobotę miałam kryzys - pomyślałam o tym, aby spróbować do karmienia wyłącznie piersią (czytałam, ze jest to możliwe, ale wymaga bardzo dużo czasu). Po głębokim przemyśleniu sprawy doszłam jednak do wniosku, że nie mam siły walczyć z Michałem, przeżywać znów jego płaczu i histerii. Zostanę dalej przy odciąganiu, postaram się karmić moim mlekiem chociaż do czasu mojego powrotu do pracy, a będzie to miało miejsce w połowie kwietnia.
Sprawa kolejna - postanowiłam zablokować bloga. Chciałabym czasem napisać coś więcej o sobie, ale mimo wszystko mam pewne obawy. Każdy kto chcę dostać zaproszenie, niech zostawi namiary, a ja zdecyduję komu zaufać. Na Wasze maile czekam tydzień, później założę blokadę.

Na koniec zdjęcia - porównajcie sobie moje dzieciaczki. Czy są do siebie podobne?
Hanulka w wieku 4 miesięcy

Michaś w wieku 3,5 miesięcy.


Jejku, wydawało mi się, ze nie są do siebie podobnie. Ale teraz sama nie wiem... :)

środa, 4 stycznia 2012

Wieści z frontu...

No tak, znowu to samo... Dwa posty niedokończone, nieopublikowane... Nie wiem co się dzieje, ale od jakiegoś czasu doba jest dla mnie za krótka. Hania weszła w taki etap, że trzeba mieć oczy dookoła głowy, aby czegoś nie zbroiła. Michał śpi coraz mniej, domaga się  większej uwagi... Spróbuję streścić co ostatnio się u nas działo.
Zacznę od wizyty u lekarza... Byliśmy prywatnie u pediatry i Pani Doktor stwierdziła, że przesadziłam z nabiałem. Kazała bardzo ograniczyć jego spożycie. Ponadto stwierdziła, że te cyrki, które Michał wyczyniał przy cycku spowodowane nie są kolkami, ale wcześniejszym podawaniem butli (kłaniają się moje wyjazdy na uczelnię). Poradziła, aby całkowicie zrezygnować z jej podawania. Po zastosowaniu diety bezmlecznej buźka Małego bardzo się poprawiła. Ja dodatkowo mimo wszystko zakupiłam Bebilon Pepti i enzym ułatwiający trawienie laktazy. Niestety z dnia na dzień nasze karmienia wyglądały coraz gorzej. Michał darł się w niebogłosy przy każdej próbie dostawienia go do piersi. Płakałam razem z nim. W poniedziałek rano (przed świętami) skapitulowałam, odciągnęłam mleko laktatorem i podałam butlę. I odkryłam gdzie jest pies pogrzebany. Tego dnia ustały wszelkie objawy kolki i innych dolegliwości. Mój syn stał się cudownym, radosnym brzdącem. Niestety okazało się, że problemy z karmieniem przełożyły się na zanikanie pokarmu. Już sam fakt, ze nie mogłam karmić go bezpośrednio piersią spowodował u mnie załamanie, przepłakałam cały dzień. Zdecydowałam jednak, że skoro mój syn odrzucił pierś, to zrobię wszystko, aby karmić go dalej swoim mlekiem. Przywrócenie laktacji kosztowało mnie wiele godzin spędzonych przy laktatorze, picie hektolitrów herbatek mlekopędnych... Udało się - już trzeci tydzień odciągam mleczko i karmię smyka z butelki. W związku z tym, że jest bardzo żarty - je co 2 godziny - raz  lub dwa razy dziennie dokarmiam go sztucznym mleczkiem (obecnie z Bebilonu Pepti przechodzę na Bebiko HA). Mam zamiar tak karmić najdłużej jak się da. Taki system karmienia zabiera mi sporo czasu, jakieś 3-3,5 godziny spędzam dziennie przy laktatorze. Aby utrzymać laktację muszę odciągać mleko również w nocy. A zapomniałabym  - Michał posmakował w tym tygodniu tartego jabłuszka i kaszki bananowej (zalecenie poszczepienne naszej pediatry). Ponadto synek waży 7700g i nosi ubranka w rozmiarze 74.
Hania - no cóż urwis z niej niesamowity. Jest już bardzo samodzielna, sama je, załatwia swoje potrzeby fizjologiczne na kibelku (nie chce na nocniku), nawet nakładki nie używa. Rozbraja nas swoimi tekstami, śpiewa, mówi wierszyki. Uwielbia bawić się swoimi misiami, urządza im przyjęcia urodzinowe i bale. Lubi budować z klocków, "rysować", bawić się plasteliną. Próbuje również wymuszać na nas oglądanie bajek... mała cwaniara każdego ranka (wstaje ok 6.30-7.00) schodzi na dół do babci, pakuje się jej do łóżka i ogląda bajki na Jim Jam, albo Disney Junior. W dzień staramy się nie włączać jej tv, choć Hania robi w tym kierunku podchody. Mała często zaczepia Michała, próbuje robić mu "kosi - kosi", a Michaś odwdzięcza się jej bezzębnym uśmiechem. Obecnie Mała jest chora - ma zapalenie oskrzeli, ale juz wychodzimy na prostą.

Wigilię spędziliśmy u mnie w domu z moimi rodzicami. Po kolacji przyszedł mój brat z  żoną i synkiem. Dzieciaki dostały masę prezentów. Pierwszy dzień Świąt spędziliśmy u teściów, a drugi u siostry mojej mamy. Przyjechała moja kuzynka z Niemiec i jej brat, który mieszka za Warszawą i musieliśmy się spotkać. Sylwestra spędziliśmy na imprezie zakładowej, było miło, choć nie szałowo. Hania balowała z dziadkami - poszła spać o 1.00 w nocy. Michaś przespał imprezę. 
Jest już późno, więc zmykam pod prysznic. Całusy dla Was Kochane. 

PS. Martuś czekam na Anielkę - trzymam kciuki, aby wszystko poszło sprawnie. Jestem myślami z Tobą.