W poniedziałek zaliczyłam kolejną wizytę u lekarza. W trakcie badania okazało się, że moja szyjka bardzo się skróciła. Generalnie gin stwierdził, że z jednej strony jest domknięta na styk, a w najdłuższym miejscu ma 19,9mm. Doktor stwierdził, że nie ma możliwości założenia pierścienia, bo praktycznie nie ma już na co. Dostałam leki zapobiegające dalszemu skracaniu (mam je brać 5 razy dziennie), a na kolejnej wizycie (za 3 tygodnie) lekarz zdecyduje, czy położy mnie u siebie na oddziale, czy wystarczy dalsze branie leków. Faktycznie czułam się od kilku tygodni nie najlepiej - pobolewał mnie brzuch, stawiał się, ale myślałam, że to wynik przemęczenia. Teraz zła jestem, że tak długo pracowałam - na zwolnieniu jestem od dzisiaj. 2 tygodnie wzięłam w czerwcu, ale to dlatego, że nasza niania się rozchorowała i musiałam zostać z Hanią. Planowałam pracować do końca lipca, ale w ostateczności przełożyłam wizytę o tydzień i teraz cieszę się, że to zrobiłam.
Jeśli chodzi o synka - rośnie jak na drożdżach. Waży obecnie ok 1630g i wszystkie parametry wskazują termin porodu na 15 -16 września (czyli jakieś 3 tygodnie wcześniej). Wiem, że to nic nie znaczy, ale pociesza mnie fakt, że w przypadku przedwczesnego porodu Szymek będzie miał większe szanse z wyższą masą urodzeniową. Ja liczę na to, ze leki wyhamują skracanie się szyjki i szczęśliwie donoszę synka.
Wczorajsza wizyta spowodowała, że powoli zaczynam szykować się do pobytu w szpitalu - nigdy nic nie wiadomo. Zamówiłam wczoraj na allegro 2 koszule nocne, za kilka dni udam się na większe zakupy, aby skompletować wstępną wyprawkę dla Małego oraz dla siebie. Postanowiliśmy też z Łukaszem, że zrezygnujemy z wesela, na które mieliśmy iść 20 sierpnia.
A co działo się przez ostatnie tygodnie? Zaliczyliśmy wspólny wypad nad morze, byliśmy z teściami oraz siostrą męża i jej rodzinką. Pojechaliśmy na 5 dni do miejscowości Wicie (między Darłówkiem a Jarosławcem). Wynajęliśmy dla naszej 9 domek holenderski. Ośrodek bardzo fajny, a koszt uważam, że naprawdę niewielki, bo za dobę w szczycie sezonu płaciliśmy 200,00zł. Wyjazd udany, Hania była wniebowzięta morzem, ilością piasku oraz tym, że na codzień mogła przebywać z kuzynostwem. Ja też oderwałam się trochę od spraw codziennych, zwłaszcza związanych z pracą. Niestety już nad morzem momentami czułam się źle, bolał mnie brzuch, choć rytm dnia był naprawdę dopasowany do mojego stanu i mogłam dużo odpoczywać. W każdym razie cieszę się, że mogliśmy wyjechać choć na kilka dni i pobyć razem.
W jednym z wcześniejszych postów pochwaliłam się, jak to moje dziecko szybciutko załapało o co chodzi z nocnikiem. Niestety pospieszyłam się. Nie wiem co się stało, ale po tygodniu nastąpił zupełny regres - Hania całkowicie straciła zainteresowanie nocnikiem, a zaczęła znów walić w pampersa. Nie wiem, o co chodzi... Czy któraś z Was też tak miała?? Póki co, odpuszczam jej nocnikowanie i czekam na odpowiedni moment. Obawiam się, że nie nastąpi to szybko, ponieważ lada moment w naszym domu pojawi się Maleństwo i jak w takiej sytuacji wytłumaczyć dwulatkowi, że braciszek może załatwiać się w pieluchę a ona nie...Czas pokaże...
Jestem bardzo ciekawa reakcji Hani na pojawienie się rodzeństwa. Codziennie opowiadam jej, że już niedługo do naszej rodziny dołączy mały dzidziuś, jej braciszek. Hania wie, że mamusia ma w brzuszku dzidziusia, całuje mnie po brzuchu, pyta co robi dzidzia. Zdarzyło się, że Szymon pokopał siostrę w kolanko, gdy razem spałyśmy w naszym łóżku. W tej chwili najbardziej boję się ewentualnego pobytu w szpitalu, bo nie wiem jak poradzę sobie z tęsknotą za Hanulą...
Nasza mała gwiazda rozśpiewała się nam na dobre - śpiewa wszystko co choć ze dwa razy usłyszy. Praktycznie ciągle coś podśpiewuje pod noskiem. Samodzielnie potrafi zaśpiewać "Panie Janie", "Kocham Cię, a ty mnie", "Wlazł kotek na płotek", przy innych piosenkach trzeba jej trochę pomóc. Zaskakuje mnie to, jak mała szybko zapamiętuje. Do tego pięknie opowiada, co robiła i widziała. Jej zasób słownictwa naprawdę mnie zadziwia. Nasza Mała Mądrala :)
Na koniec wspomnienie z wakacji...
środa, 27 lipca 2011
czwartek, 7 lipca 2011
Nie potrafię spojrzeć w lustro...Jest mi wstyd... W chwili bezsilności uderzyłam własne dziecko...Dziecko, które ze zmęczenia popadło w taką histerię, z którą ja nie potrafiłam sobie poradzić... Nie potrafię nawet opisać tego co czuję... Jeden klaps i jak gdyby ktoś wylał mi kuebł lodowatej wody na głowę. Siedziałam i płakałam z własnym dzieckiem, a ona tak bardzo łkała i tuliła się do mnie....Nie wiem co się ze mną dzieje, od kilku tygodni czuję, że jestem emocjonalnym wrakiem, fizycznie też nie jest lepiej...Nie kontroluję gniewu, nie radzę sobie z emocjami...czuję, że spadam w dół...Nie wiem co się ze mną dzieje i gdzie szukać pomocy...
wtorek, 21 czerwca 2011
Rok i 9 miesięcy
Duma mnie rozpiera, gdy patrzę na moje dziecko...na dziecko, które nie jest już nieporadnym niemowlakiem, ale przebojową i niezwykle bystrą dziewczynką. W ciągu ostatnich kilku tygodni Hania stała się bardzo samodzielna, komunikatywna i ciekawska. Zawsze myślałam, że niespełna 2 - letnie dziecko jest jeszcze bardzo głupiutkie, nieporadne i zdane na pomoc innych, a tymczasem przekonuję się, że w przypadku mojego dziecka jest zupełnie inaczej. Dziś Hania kończy rok i 9 miesięcy, a tyle już potrafi:
- do perfekcji opanowała sztukę samodzielnego jedzenia, posługuje się łyżką i widelcem,
- mówi pełnymi zdaniami, właściwie można z nią porozmawiać jak z dorosłym,
- najśmieszniejsze jest to, że mówi o sobie w rodzaju męskim - "robiłem, byłem..."
- sama potrafi założyć sobie buty na rzepy, czapkę i bluzę,
- samodzielnie myje rączki, buzię i zęby, podczas kąpieli gąbką myje sobie brzuszek, stópki, rączki i pupę,
- od tygodnia mamy naukę nocnikowania - Hania nosi jeszcze w ciągu dnia pampersa, ale tylko dlatego, że ostatnio jest dość chłodno, a kilka dni temu podziębiła sobie pupę, Mała woła "pisiu:, robi kupkę do nocnika, a następnie bije sobie brawo i zwołuje wszystkich domowników, aby podziwiali jej "dzieło"
- Hania jest niezwykle sprawna fizycznie, wszędzie jej pełno, wykonuje takie akrobacje, że aż dech w piersiach mi czasami zapiera,
- Mała "śpiewa" proste piosenki i potrafi powiedzieć krótką rymowankę
- uwielbia słuchać piosenek Fasolek i Natalki Kukulskiej
- weszliśmy już w okres pytań, dotychczas najczęściej padało pytanie "Cio to?", a od dwóch dni słyszę tylko "A dlaciego?"
- Hania używa zwrotów grzecznościowych, zwłaszcza "prosię" i "dziękuje", gdy wchodzimy do sklepu mówi "dzień dobly", a na wyjście "do dzienia" i kłania się przy tym w pas,
- ulubione zabawy Małej to piaskownica i wizyty na placu zabaw, ponadto Hanka w dalszym ciągu pała wielką miłością do swojego kuzyna Mikołaja - żyć bez siebie nie mogą,
- Hania wie, że w mamusi brzuszku mieszka jej braciszek - często spontanicznie przybiega i przytula się do brzucha, całuje go, głaszcze, a ja się nad tym rozpływam,
- oczywiście zdarzają nam się ataki histerii, które jednak dość szybko mijają, na ogół Hania jest bardzo radosnym i pogodnym dzieckiem,
niedziela, 5 czerwca 2011
poniedziałek, 16 maja 2011
Po wizycie...
Dziś po raz kolejny zaliczyłam wizytę kontrolną u lekarza. To już końcówka 20 tygodnia, półmetek ciąży za nami... czas tak szybko pędzi...
Nasz synuś rośnie jak na drożdżach, waży już ok 360g. Pan Doktor obejrzał go z każdej strony, zajrzał mu ponownie między nóżki i w dalszym ciągu utrzymuje, że to chłopiec. Szyjka na szczęście trzyma się mocno, nie skraca się dalej, co mnie bardzo cieszy. Mam trochę gorsze wyniki morfologii, ale myślę, że to może być wynik przemęczenia. Do tego zaczyna się lekki stan zapalny dróg moczowych, a żeby temu zapobiec mam 2 razy dziennie łykać Żuravit. W dalszym ciągu miewam dołki psychiczne, brakuje mi czasu dla siebie, Hani i
Łukasza. W tym miejscu usłyszę z Waszych ust, że powinnam rzucić wszystko i iść na L4, ale ja naprawdę nie mogę teraz tego zrobić, bo świadomość, że zostawiłam w pracy tyle niedokończonych spraw dobiłaby mnie jeszcze bardziej i nie pozwoliła tak naprawdę odpocząć i odciąć się od tego wszystkiego, co zostawiłam za drzwiami swego biura. Zastanawiam się tylko, czy przyjdzie taki moment, że będę w pełni gotowa, aby odjeść na chorobowe. Głupie to wszystko...
A teraz kilka słów o naszym 1,8 - miesięcznym Szczęściu... To jak zachowuje się Hania, jak się zmieniła w ciągu ostatniego miesiąca... po prostu brak mi słów. Jest cudowna, najukochańsza i już tak bardzo samodzielna. Kocha nas wszystkich na zabój i ciągle to powtarza, przytula i całuje. Do tego gada jak najęta, pełnymi zdaniami, właściwie rozmawia się z nią, jak z dorosłym. Do perfekcji opanowała sztukę posługiwania się łyżką i widelcem, pięknie sama je, ubiera buciki, myje rączki, buźkę i ząbki. Coraz częściej kontroluje swoje potrzeby fizjologiczne, woła, że chce siusiu. Z całkowitym odstawieniem pieluch poczekam do wakacji, gdy zrobi się cieplej - majteczki już czekają w pogotowiu. Naszą zmorą jest uzależnienie od dydusia, ale i z tym sobie poradzimy. Córeczka dostarcza nam wiele radości, a mnie samą wielokrotnie doprowadziła do łez radości i wzruszenia. A teraz będziemy mieli to szczęście podwójnie :)
PS. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że nasz synek otrzyma imię SZYMON.
Nasz synuś rośnie jak na drożdżach, waży już ok 360g. Pan Doktor obejrzał go z każdej strony, zajrzał mu ponownie między nóżki i w dalszym ciągu utrzymuje, że to chłopiec. Szyjka na szczęście trzyma się mocno, nie skraca się dalej, co mnie bardzo cieszy. Mam trochę gorsze wyniki morfologii, ale myślę, że to może być wynik przemęczenia. Do tego zaczyna się lekki stan zapalny dróg moczowych, a żeby temu zapobiec mam 2 razy dziennie łykać Żuravit. W dalszym ciągu miewam dołki psychiczne, brakuje mi czasu dla siebie, Hani i
Łukasza. W tym miejscu usłyszę z Waszych ust, że powinnam rzucić wszystko i iść na L4, ale ja naprawdę nie mogę teraz tego zrobić, bo świadomość, że zostawiłam w pracy tyle niedokończonych spraw dobiłaby mnie jeszcze bardziej i nie pozwoliła tak naprawdę odpocząć i odciąć się od tego wszystkiego, co zostawiłam za drzwiami swego biura. Zastanawiam się tylko, czy przyjdzie taki moment, że będę w pełni gotowa, aby odjeść na chorobowe. Głupie to wszystko...
A teraz kilka słów o naszym 1,8 - miesięcznym Szczęściu... To jak zachowuje się Hania, jak się zmieniła w ciągu ostatniego miesiąca... po prostu brak mi słów. Jest cudowna, najukochańsza i już tak bardzo samodzielna. Kocha nas wszystkich na zabój i ciągle to powtarza, przytula i całuje. Do tego gada jak najęta, pełnymi zdaniami, właściwie rozmawia się z nią, jak z dorosłym. Do perfekcji opanowała sztukę posługiwania się łyżką i widelcem, pięknie sama je, ubiera buciki, myje rączki, buźkę i ząbki. Coraz częściej kontroluje swoje potrzeby fizjologiczne, woła, że chce siusiu. Z całkowitym odstawieniem pieluch poczekam do wakacji, gdy zrobi się cieplej - majteczki już czekają w pogotowiu. Naszą zmorą jest uzależnienie od dydusia, ale i z tym sobie poradzimy. Córeczka dostarcza nam wiele radości, a mnie samą wielokrotnie doprowadziła do łez radości i wzruszenia. A teraz będziemy mieli to szczęście podwójnie :)
PS. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że nasz synek otrzyma imię SZYMON.
czwartek, 5 maja 2011
Kochane dziękuję za wszystkie dobre rady. Chyba mamy sytuację opanowaną, choć wczoraj wcale nie było mi do śmiechu. Wieczorem wylądowaliśmy z Małą na pogotowiu, ponieważ do ostrej biegunki doszły wymioty. Lało się z Hani obiema stronami niemiłosiernie. Na szczęście okazało się, że Mała nie była jeszcze odwodniona, choć przyszedł taki moment, że wszystko co wypiła natychmiast zwracała. Moja mała bidulka...Lekarz na pogotowiu przepisał nam zawiesinę regenerującą błonę żołądka i elektrolity, które Hania bardzo opornie pije, ale dziś rano w końcu okazało się, ze temperatura spadła, wymioty ustały, a biegunka znacznie mniej była nasilona. Mała miała dziś dużo więcej życia w sobie, broiła, jak zwykle, odstawiała histerię, więc to był sygnał, że nasze dziecko zdrowieje. Ponadto zaczęła w końcu po 3 dniach coś jeść - w ilościach mikroskopijnych, ale jednak. W zyciu nie myślałam, ze będę skakać z radości, jak Hania zje kawałek kinderka. Do tego zjadła kawałek banana, odrobinkę ziemniaków, a wieczorem po kąpieli domagała się kakao, choć wypiła go może ze 3 łyki. Do tego popijała na zmianę elektrolity z sokiem Kubusiem. Zważyłam dziś Małą i okazało się, że zjechała na wadze 1 kg. Taka się zrobiła szczuplutka, wydaje się drobniutka. Mam nadzieję, że najgorsze za nami.
A na dowód, że Mała wraca do formy:
Moja mama przekomarza się z Hanią...
- Haniu daj babci kawałek bananka...
- Nie cieś (nie chcesz)
- No podziel się z babcią banankiem...
- Bacia nie cieś...
Po chwili Hania podchodzi do dziadka, daje mu banana i mówi:
- Daj baci...
- Haniu daj babci sama bananka, babcia się ucieszy...
Hania podchodzi do babci i mówi:
- Bacia nie cieś bananka...
No i babcia banana nie posmakowała :)
A na dowód, że Mała wraca do formy:
Moja mama przekomarza się z Hanią...
- Haniu daj babci kawałek bananka...
- Nie cieś (nie chcesz)
- No podziel się z babcią banankiem...
- Bacia nie cieś...
Po chwili Hania podchodzi do dziadka, daje mu banana i mówi:
- Daj baci...
- Haniu daj babci sama bananka, babcia się ucieszy...
Hania podchodzi do babci i mówi:
- Bacia nie cieś bananka...
No i babcia banana nie posmakowała :)
środa, 4 maja 2011
Pomocy!
Jak zatrzymać biegunkę u tak małego dziecka, jak Hania? Jak zmusić ją do picia? Mała ma gorączkę, od wczoraj nie je, nie chce pić. Byliśmy u lekarza, ale to co on radził nie skutkuje. Boje się, że Hania się odwodni... Pomóżcie!
czwartek, 28 kwietnia 2011
Ponarzekam sobie
Znów łapie mnie dół...Nie wiem czy to kwestia hormonów, czy ostatnich wydarzeń... Pewnie jedno i drugie. Ostatnie dni w pracy to dla mnie jeden, wielki...i tu powinno pojawić się bardzo niecenzuralne słowo. Z reguły trudno wyprowadzić mnie z równowagi, ale to co ostatnio wyprawiają moi podopieczni po prostu mnie przerasta. Wiem, że nie powinnam się denerwować, ale ja nie potrafię opanować tych złych emocji, które we mnie siedzą. Moja przyjaciółka uspakaja mnie i wspiera jak może, biorąc na swoje barki te najmniej przyjemne kwestie, ale ja nie mogę zrzucić na kogoś odpowiedzialności za swoją pracę. Dziękuję Ci Kochana za okazywane wsparcie!
Niestety sytuacja w pracy ma znaczący wpływ na moje fizyczne samopoczucie. Mam bóle podbrzusza, kołatania serca i momentami wręcz wewnętrznie się trzęsę. Do tego dochodzi ból pleców, drętwienie lewej nogi i ogromne uczucie zmęczenia. Po moim powrocie z pracy jestem strasznie wypompowana, a już od progu czeka na mnie moja mała "terrorystka". Hania nie da mi nawet obiadu zjeść, a już domaga się wyjścia "na dól" - przynosi swoje buciki, czapeczkę i inne niezbędne akcesoria i ciągnie mnie za rękaw w stronę drzwi wyjściowych. Pogoda ostatnimi czasy przepiękna, więc całe popołudnia spędzamy w piaskownicy.
Z moim mężem też jakoś ostatnio tak dziwnie. Jest między nami wiele niedomówień, on uważa, że wciąż się go czepiam, a ja znowu twierdzę, ze nic w domu nie robi (chodzi mi głównie o pomaganie moim rodzicom). Nie mam siły nawet z nim dyskutować, choć prawdą jest, że spędzamy ze sobą ostatnio mało czasu. To wszystko jakoś tak nakłada się na siebie i powoduje, ze jest mi bardzo żle...
Poza tym, Hania od prawie 2 tygodni choruje, ma kaszel, katar, kilka dni w zeszłym tygodniu gorączkowała, choć lekarz stwierdził, że osłuchowo jest czysta. Do tego wychodzą jej górne trójki i Mała bardzo ciężko to znosi (wszystkie inne zęby wychodziły "bezproblemowo"). Hanka tak zasmakowała syropu przeciwgorączkowego o smaku truskawkowym, że przed snem domaga się "jopku" - moja mała lekomanka (oczywiście, bez potrzeby jej nie podaję).
A na koniec, jedyna rzecz, która oprócz mojej córci mnie cieszy - od kilku dni czuję ruchy Maluszka.
Tak wygląda dziecię, które wyrusza na poszukiwania prezentów od Zajączka :)
Pozdrawiam!
Niestety sytuacja w pracy ma znaczący wpływ na moje fizyczne samopoczucie. Mam bóle podbrzusza, kołatania serca i momentami wręcz wewnętrznie się trzęsę. Do tego dochodzi ból pleców, drętwienie lewej nogi i ogromne uczucie zmęczenia. Po moim powrocie z pracy jestem strasznie wypompowana, a już od progu czeka na mnie moja mała "terrorystka". Hania nie da mi nawet obiadu zjeść, a już domaga się wyjścia "na dól" - przynosi swoje buciki, czapeczkę i inne niezbędne akcesoria i ciągnie mnie za rękaw w stronę drzwi wyjściowych. Pogoda ostatnimi czasy przepiękna, więc całe popołudnia spędzamy w piaskownicy.
Z moim mężem też jakoś ostatnio tak dziwnie. Jest między nami wiele niedomówień, on uważa, że wciąż się go czepiam, a ja znowu twierdzę, ze nic w domu nie robi (chodzi mi głównie o pomaganie moim rodzicom). Nie mam siły nawet z nim dyskutować, choć prawdą jest, że spędzamy ze sobą ostatnio mało czasu. To wszystko jakoś tak nakłada się na siebie i powoduje, ze jest mi bardzo żle...
Poza tym, Hania od prawie 2 tygodni choruje, ma kaszel, katar, kilka dni w zeszłym tygodniu gorączkowała, choć lekarz stwierdził, że osłuchowo jest czysta. Do tego wychodzą jej górne trójki i Mała bardzo ciężko to znosi (wszystkie inne zęby wychodziły "bezproblemowo"). Hanka tak zasmakowała syropu przeciwgorączkowego o smaku truskawkowym, że przed snem domaga się "jopku" - moja mała lekomanka (oczywiście, bez potrzeby jej nie podaję).
A na koniec, jedyna rzecz, która oprócz mojej córci mnie cieszy - od kilku dni czuję ruchy Maluszka.
Tak wygląda dziecię, które wyrusza na poszukiwania prezentów od Zajączka :)
Pozdrawiam!
czwartek, 21 kwietnia 2011
Do Diany
Diano poproszę Cię o zaproszenie na Twojego bloga - chyba o mnie zapomniałaś :) Pozdrawiam!
środa, 20 kwietnia 2011
Wracamy
Znów długo mnie nie było, ale mam taką kołomyję w pracy, że szkoda gadać. Rozpoczęłam od kwietnia realizację mojego projektu i każda z Was, która miała kiedyś styczność z projektami POKL wie ile przy tym papierkowej roboty. Zaczynam żałować, że projekt dostał dofinansowanie, ponieważ nie mam nawet czasu na spokojne "ciążowanie: :) A z drugiej strony, może to dobrze... czas tak szybko płynie. Dopiero robiłam test ciążowy, a tu już przełom 4-5 miesiąca. W poniedziałek miałam kontrolną wizytę u lekarza. Podczas badania doktor zaniepokoił się stanem mojej szyjki, stwierdził, że jest "dziwna" i że koniecznie trzeba kontrolować jej stan. Nie wiem, co o tym myśleć, szczerze mówiąc trochę mnie to niepokoi. Lekarz kazał mi się oszczędzać, nie dźwigać, co jest trudne do zrealizowania mając w domu takiego szkraba jak Hania. Ustaliliśmy z lekarzem, że jeśli tylko coś będzie się dziać (bóle brzucha, plamienia, krwawienia) mam się natychmiast stawić się u niego w szpitalu. Póki co, nic takiego się nie dzieje, więc nie będę panikować. Lekarz pytał też, czy chcę iść na zwolnienie, jednak póki co, nie mogę sobie na to pozwolić - pójdę dopiero wówczas, gdy uda mi się projekt na dobre wdrożyć. Planuję pracować do końca lipca, ale co z tego wyjdzie - zobaczymy.
Z innych ciążowych wieści - pisałam ostatnio, że znamy wstępnie płeć Malucha - udało nam się w końcu dojść do porozumienia z mężem w kwestii imienia - nasz SYN będzie miał na imię JAN. Jeśli okaże się, że Jasiu jest jednak dziewczynką w wówczas zastanowimy się nad imieniem dla niej.
A tak poza tym - od kwietnia Łukasz zmienił pracę, z poprzedniej się zwolnił, choć trudno zwolnić się pracując bez umowy :) Finansowo wyjdzie na tym trochę gorzej, ale jest dużo spokojniejszy niż w poprzedniej. Ponadto czeka nas sporo rodzinnych imprez - w pierwsze święto idziemy na 45-lecie ślubu siostry mojej mamy, tydzień później na 18 - nastkę kuzynki, w maju mamy 2 przyjęcia (w tym moja chrześniaczka), w sierpniu i październiku wesela, ale na to październikowe z wiadomych powodów się nie wybieramy :) Szarpnie nas to strasznie finansowo, ale cóż robić... nie możemy odłożyć ani złotówki, bo wciąż są jakieś nowe wydatki, imprezy itp.
Jeśli chodzi o kompletowanie wyprawki dla dziecka, to nie nakręca mnie to już tak bardzo, jak w pierwszej ciąży. Nie oznacza to, że nie czekamy na przyjście malucha na świat - wręcz przeciwnie, jednak w tej chwili do pewnych zakupów podchodzę dużo rozsądniej niż w ciąży z Hanią. Z doświadczenia wiem, że sporo rzeczy jest niepraktycznych, dziecko szybko wyrasta lub po prostu nie mam potrzeby ich użytkowania. Zresztą przyjdzie jeszcze czas na wyprawkę...
A Hanula, jak to Hanula - broi za dwóch i daje nam radości za dwóch. Pięknie śpiewa piosenkę z programu dla dzieci "Barney i przyjaciele" ..."kocham Cię, a Ty mnie..." leżąc w łóżeczku wieczorem śpiewa ją sobie pod nosem i tak cudownie w jej wykonaniu to brzmi :) Niestety stała się tez ostatnio znów dość histeryczna - szybko się złości, próbuje wymuszać płaczem, czasem nas bije. Mam nadzieję, że szybko jej to przejdzie i znów stanie się naszym kochanym pieszczoszkiem. Ostatnio u małej furorę robi piaskownica - codziennie rano radosnym krokiem wędruje ze swoim wiadereczkiem, łopatką i grabiami do niani i tam pół dnia spędza w piasku. Biorąc pod uwagę zainteresowania pierworodnej Zajączek Wielkanocy postanowił przynieść jej taczkę oraz kolejny zestaw zabawek ogrodowych, ponadto na naszym podwórku już wkrótce pojawi się piaskownica. Od dziadków Hanula dostanie śliczną sukienkę balową, którą założy na siebie już w niedzielę.
Fajnie jest czekać na święta, gdy ma się w domu małe dziecko - nabierają one zupełnie innego wymiaru i znaczenia.
Nie mam siły więcej napisać, postaram się odzywać częściej. Buziaki!
Z innych ciążowych wieści - pisałam ostatnio, że znamy wstępnie płeć Malucha - udało nam się w końcu dojść do porozumienia z mężem w kwestii imienia - nasz SYN będzie miał na imię JAN. Jeśli okaże się, że Jasiu jest jednak dziewczynką w wówczas zastanowimy się nad imieniem dla niej.
A tak poza tym - od kwietnia Łukasz zmienił pracę, z poprzedniej się zwolnił, choć trudno zwolnić się pracując bez umowy :) Finansowo wyjdzie na tym trochę gorzej, ale jest dużo spokojniejszy niż w poprzedniej. Ponadto czeka nas sporo rodzinnych imprez - w pierwsze święto idziemy na 45-lecie ślubu siostry mojej mamy, tydzień później na 18 - nastkę kuzynki, w maju mamy 2 przyjęcia (w tym moja chrześniaczka), w sierpniu i październiku wesela, ale na to październikowe z wiadomych powodów się nie wybieramy :) Szarpnie nas to strasznie finansowo, ale cóż robić... nie możemy odłożyć ani złotówki, bo wciąż są jakieś nowe wydatki, imprezy itp.
Jeśli chodzi o kompletowanie wyprawki dla dziecka, to nie nakręca mnie to już tak bardzo, jak w pierwszej ciąży. Nie oznacza to, że nie czekamy na przyjście malucha na świat - wręcz przeciwnie, jednak w tej chwili do pewnych zakupów podchodzę dużo rozsądniej niż w ciąży z Hanią. Z doświadczenia wiem, że sporo rzeczy jest niepraktycznych, dziecko szybko wyrasta lub po prostu nie mam potrzeby ich użytkowania. Zresztą przyjdzie jeszcze czas na wyprawkę...
A Hanula, jak to Hanula - broi za dwóch i daje nam radości za dwóch. Pięknie śpiewa piosenkę z programu dla dzieci "Barney i przyjaciele" ..."kocham Cię, a Ty mnie..." leżąc w łóżeczku wieczorem śpiewa ją sobie pod nosem i tak cudownie w jej wykonaniu to brzmi :) Niestety stała się tez ostatnio znów dość histeryczna - szybko się złości, próbuje wymuszać płaczem, czasem nas bije. Mam nadzieję, że szybko jej to przejdzie i znów stanie się naszym kochanym pieszczoszkiem. Ostatnio u małej furorę robi piaskownica - codziennie rano radosnym krokiem wędruje ze swoim wiadereczkiem, łopatką i grabiami do niani i tam pół dnia spędza w piasku. Biorąc pod uwagę zainteresowania pierworodnej Zajączek Wielkanocy postanowił przynieść jej taczkę oraz kolejny zestaw zabawek ogrodowych, ponadto na naszym podwórku już wkrótce pojawi się piaskownica. Od dziadków Hanula dostanie śliczną sukienkę balową, którą założy na siebie już w niedzielę.
Fajnie jest czekać na święta, gdy ma się w domu małe dziecko - nabierają one zupełnie innego wymiaru i znaczenia.
Nie mam siły więcej napisać, postaram się odzywać częściej. Buziaki!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





