![]() |
| 8200g Miłości :) |
piątek, 20 stycznia 2012
czwartek, 19 stycznia 2012
Podziel się sobą
Na początku listopada w naszym szpitalu odbyła się rekrutacja osób do Centralnego Rejestru Niespokrewnionych Dawców Szpiku. W związku z tym, że wciąż jeszcze dochodziłam do siebie po porodzie nie udało mi się wówczas zgłosić się do szpitala. Bardzo mi to ciążyło, ponieważ już dawno zdecydowałam, ze chciałabym zostać dawcą. Jakiś czas temu, całkiem przypadkiem trafiłam na adres strony fundacji DKMS ( o tu), która tworzy bazę dawców. Okazało się, że dawcą można zostać nie wychodząc z domu. Wystarczy tylko wypełnić formularz zgłoszeniowy, gdzie informujemy o chęci zostania dawcą. Po kilku dniach na adres domowy przychodzi przesyłka, gdzie znajdują się deklaracje do wypełnienia oraz "sprzęt" do poboru próbek śliny, na podstawie których przeprowadza się wstępną rejestrację. Ja swoją deklarację odesłałam, za kilka tygodni powinnam dostać kartę dawcy. Nie wiem, czy kiedykolwiek będzie mi dane podzielić się swoim szpikiem (statystycznie w ciągu 10 lat od zgłoszenia 5 osób na 100 zostaje dawcą), ale sama świadomość, że jestem gotowa to zrobić dodaje mi takiego powera, że szok. Może któraś z Was również zdecyduje się na taki krok. To naprawdę jest bezpieczne i nie boli. Pomyślcie, że być może gdzieś tam w świecie jakaś matka modli się w tej chwili o znalezienie dawcy szpiku dla swojego dziecka, żona dla
męża, siostra dla brata... Może to właśnie ja lub Ty możesz ofiarować komuś część siebie...
Byłoby cudownie, gdyby choć jedna z Was moje kochane postanowiła się przyłaczyć do akcji!
Całuję i ściskam cieplutko!
PS. Jestem w szoku, że aż tyle osób odwiedza naszego bloga. Dziękuję! :)
wtorek, 17 stycznia 2012
Ostatni dzwonek
Jeżeli jest ktoś jeszcze kto nas czyta i chciałby mieć dostęp do bloga, to proszę o maile, bo jutro wieczorem założę blokadę. Miłego wieczoru!
środa, 11 stycznia 2012
Miałam sen, piękny sen, a w tym śnie...
... sniło mi się, ze kupiliśmy piękne 3-pokojowe mieszkanie za... 18 tysięcy złotych :) Pomarzyć... Właściwie moim marzeniem jest "mały biały domek", ale o tym w osobnym poście.
Wieści z sypialni... wczoraj wieczorem po raz pierwszy Hania sama, bez płaczu unęła w swoim łóżeczku. Duma mnie rozpiera :)
Wieści z sypialni... wczoraj wieczorem po raz pierwszy Hania sama, bez płaczu unęła w swoim łóżeczku. Duma mnie rozpiera :)
poniedziałek, 9 stycznia 2012
Spanie, karmienie i...blokada!
W końcu moje pociechy śpią. Hania śpi od godziny 20.00, ale Junior usnął dosłownie 5 min temu. Chciałam dziś poruszyć kilka kwestii, ale zacznę od początku...
Spanie - od kilku dni uczę Hanię samodzielnego zasypiania. Dotychczas było tak, ze po myciu Kładłyśmy się razem w naszym łóżku, czytałyśmy książeczki i Hania zasypiała wtulona we mnie. Gdy usnęła przekładałam ją do jej łóżeczka. Kiedyś Hanula całe noce przesypiała w swoim łóżeczku, ale ostatnio zaczęła się domagać się spania z nami. Niestety doszło do tego, że zaczęła Łukasza z łóżka wypraszać słowami "idź stąd, to moje miejsce". Doszłam do wniosku, że pora zareagować. Postawiłam na najczęściej stosowaną metodę - po kąpaniu czytamy książeczki w naszym łóżku, przytulamy się. Następnie kładę Hanię do jej łóżeczka, przy wtórze jej głośnych protestów, mówię jej, że ją kocham, całuję i informuję, że teraz pora spać, mamusia wychodzi, ale będzie w pokoju obok. Oczywiście mała spryciula się buntuje, płacze. Pierwszego wieczora przepłakała 1,5 godziny (zrobiła sobie godzinną drzemkę w ciągu dnia i nie miała ochoty na spanie), kolejne 3 wieczory ok 5 min i zasypiała. Oczywiście reagowałam na jej płacz - co kilka min wchodziłam do pokoju, głaskałam ją po główce i próbowałam uspokajać. Jak już przyzwyczai się do takiego sposobu usypiania, to popracujemy nad tym, aby pozwalała się też usypiać przez tatusia. Niestety obecnie monopol na usypianie mam ja. Od kiedy kładę Hanię w ten sposób spać, Mała przestała budzić się w nocy i domagać spania z nami. Pracuję w tej kwestii również z Michasiem, próbuję go przyzwyczajać do samodzielnego zasypiania. W dzień nie ma z tym problemu, gdy widzę, ze zaczyna marudzić, kładę go do wózka, przykładam do policzka pieluszkę i Mały w ciągu dosłownie kilku minut zasypia. Niestety gorzej jest wieczorem. Misiu jest kąpany ok 18.30, ok 19.00 zasypia i śpi ok 3 godzin. Po przebudzeniu staram się go szybciutko nakarmić i odłożyć do kołyski, ale najczęściej jest tak, że Mały rozbudza się, jest marudny i usypia dopiero po ok 1,5 godziny. Dziś było to samo. Obudził się już o 20.30, dostał mleczko i odłożyłam go do łóżeczka. Niestety Misiu zaczął popłakiwać, wiercić się... Przesiedział z nami 1,5 godziny, dostał znów mleczko i odłożyłam go do kołyski. Znów się wiercił, popłakiwał... i w tym miejscu cuda zdziałała niezastąpiona suszarka. Wciąż się zastanawiam, jak to jest, ze gdy tylko ją włączę, to Mały zachowuje się tak, jakby mu ktoś zasilanie odłączył :) Momentalnie się uspokaja, zamyka oczka i słodko zasypia.Z Hanią też przez długi czas stosowaliśmy ten patent, dopóki się nam sprzęt nie przepalił. Zobaczymy jak będzie.
Karmienie - Michaś jest wciąż karmiony moim mlekiem, coraz rzadziej go dokarmiam modyfikowanym. Dziś wogóle nie dostał sztucznego. Widzę, że mam coraz więcej mleka. W sobotę miałam już kryzys - odciąganie mleka, zwłaszcza w nocy kosztuje mnie dużo samozaparcia. W dzień nie mam z tym problemów, ale nocne wstawanie mnie wykańcza. Jestem bardzo zmęczona fizycznie. Michał pije mleko około 22.00 - 23.00 - ja odciągam ok 23.30, następne karmienie ma miejsce ok 2.00-3.00, ja znów odciągam, potem 5.00, 7.00 - po każdym karmieniu odciągam. Ściągnięcie butli mleka zajmuje mi 30 min (jestem w stanie jednorazowo ściągnąć 160 - 170ml). Michał zjada ok 120 ml, czasem 90. Jak nie dopije mleka, robię mu kaszkę bananową. Jak już wspomniałam w sobotę miałam kryzys - pomyślałam o tym, aby spróbować do karmienia wyłącznie piersią (czytałam, ze jest to możliwe, ale wymaga bardzo dużo czasu). Po głębokim przemyśleniu sprawy doszłam jednak do wniosku, że nie mam siły walczyć z Michałem, przeżywać znów jego płaczu i histerii. Zostanę dalej przy odciąganiu, postaram się karmić moim mlekiem chociaż do czasu mojego powrotu do pracy, a będzie to miało miejsce w połowie kwietnia.
Sprawa kolejna - postanowiłam zablokować bloga. Chciałabym czasem napisać coś więcej o sobie, ale mimo wszystko mam pewne obawy. Każdy kto chcę dostać zaproszenie, niech zostawi namiary, a ja zdecyduję komu zaufać. Na Wasze maile czekam tydzień, później założę blokadę.
Na koniec zdjęcia - porównajcie sobie moje dzieciaczki. Czy są do siebie podobne?
![]() |
| Hanulka w wieku 4 miesięcy |
![]() | |||
| Michaś w wieku 3,5 miesięcy. |
Jejku, wydawało mi się, ze nie są do siebie podobnie. Ale teraz sama nie wiem... :)
środa, 4 stycznia 2012
Wieści z frontu...
No tak, znowu to samo... Dwa posty niedokończone, nieopublikowane... Nie wiem co się dzieje, ale od jakiegoś czasu doba jest dla mnie za krótka. Hania weszła w taki etap, że trzeba mieć oczy dookoła głowy, aby czegoś nie zbroiła. Michał śpi coraz mniej, domaga się większej uwagi... Spróbuję streścić co ostatnio się u nas działo.
Zacznę od wizyty u lekarza... Byliśmy prywatnie u pediatry i Pani Doktor stwierdziła, że przesadziłam z nabiałem. Kazała bardzo ograniczyć jego spożycie. Ponadto stwierdziła, że te cyrki, które Michał wyczyniał przy cycku spowodowane nie są kolkami, ale wcześniejszym podawaniem butli (kłaniają się moje wyjazdy na uczelnię). Poradziła, aby całkowicie zrezygnować z jej podawania. Po zastosowaniu diety bezmlecznej buźka Małego bardzo się poprawiła. Ja dodatkowo mimo wszystko zakupiłam Bebilon Pepti i enzym ułatwiający trawienie laktazy. Niestety z dnia na dzień nasze karmienia wyglądały coraz gorzej. Michał darł się w niebogłosy przy każdej próbie dostawienia go do piersi. Płakałam razem z nim. W poniedziałek rano (przed świętami) skapitulowałam, odciągnęłam mleko laktatorem i podałam butlę. I odkryłam gdzie jest pies pogrzebany. Tego dnia ustały wszelkie objawy kolki i innych dolegliwości. Mój syn stał się cudownym, radosnym brzdącem. Niestety okazało się, że problemy z karmieniem przełożyły się na zanikanie pokarmu. Już sam fakt, ze nie mogłam karmić go bezpośrednio piersią spowodował u mnie załamanie, przepłakałam cały dzień. Zdecydowałam jednak, że skoro mój syn odrzucił pierś, to zrobię wszystko, aby karmić go dalej swoim mlekiem. Przywrócenie laktacji kosztowało mnie wiele godzin spędzonych przy laktatorze, picie hektolitrów herbatek mlekopędnych... Udało się - już trzeci tydzień odciągam mleczko i karmię smyka z butelki. W związku z tym, że jest bardzo żarty - je co 2 godziny - raz lub dwa razy dziennie dokarmiam go sztucznym mleczkiem (obecnie z Bebilonu Pepti przechodzę na Bebiko HA). Mam zamiar tak karmić najdłużej jak się da. Taki system karmienia zabiera mi sporo czasu, jakieś 3-3,5 godziny spędzam dziennie przy laktatorze. Aby utrzymać laktację muszę odciągać mleko również w nocy. A zapomniałabym - Michał posmakował w tym tygodniu tartego jabłuszka i kaszki bananowej (zalecenie poszczepienne naszej pediatry). Ponadto synek waży 7700g i nosi ubranka w rozmiarze 74.
Hania - no cóż urwis z niej niesamowity. Jest już bardzo samodzielna, sama je, załatwia swoje potrzeby fizjologiczne na kibelku (nie chce na nocniku), nawet nakładki nie używa. Rozbraja nas swoimi tekstami, śpiewa, mówi wierszyki. Uwielbia bawić się swoimi misiami, urządza im przyjęcia urodzinowe i bale. Lubi budować z klocków, "rysować", bawić się plasteliną. Próbuje również wymuszać na nas oglądanie bajek... mała cwaniara każdego ranka (wstaje ok 6.30-7.00) schodzi na dół do babci, pakuje się jej do łóżka i ogląda bajki na Jim Jam, albo Disney Junior. W dzień staramy się nie włączać jej tv, choć Hania robi w tym kierunku podchody. Mała często zaczepia Michała, próbuje robić mu "kosi - kosi", a Michaś odwdzięcza się jej bezzębnym uśmiechem. Obecnie Mała jest chora - ma zapalenie oskrzeli, ale juz wychodzimy na prostą.
Wigilię spędziliśmy u mnie w domu z moimi rodzicami. Po kolacji przyszedł mój brat z żoną i synkiem. Dzieciaki dostały masę prezentów. Pierwszy dzień Świąt spędziliśmy u teściów, a drugi u siostry mojej mamy. Przyjechała moja kuzynka z Niemiec i jej brat, który mieszka za Warszawą i musieliśmy się spotkać. Sylwestra spędziliśmy na imprezie zakładowej, było miło, choć nie szałowo. Hania balowała z dziadkami - poszła spać o 1.00 w nocy. Michaś przespał imprezę.
Jest już późno, więc zmykam pod prysznic. Całusy dla Was Kochane.
PS. Martuś czekam na Anielkę - trzymam kciuki, aby wszystko poszło sprawnie. Jestem myślami z Tobą.
czwartek, 15 grudnia 2011
Próbujemy ogarnąć sytuację...
Dziękuje Wam kochane za cenne wskazówki. Z Michałkiem jest ciut lepiej. Wczoraj do południa było całkiem dobrze, po południu znów płakał, nie mógł puścić bączka. Mój tata kupił w aptece zwykły koperek do zaparzania i taką właśnie herbatkę będę Małemu podawała. Wieczorem usnął o 20.30 i spał do 0.30. Potem mleczko z cycusia i dalej spał. Do rana karmiłam go jeszcze 2 razy. Michaś spał bardzo spokojnie i sporo sobie prutał. Rano wstał pogodny i uśmiechnięty, bączki ładnie schodziły. Teraz znowu popłakuje, prężny się, choć gazy mu odchodzą. Przed chwilą Malutki usnął mi na rękach, mam nadzieję, że trochę pośpi, bo jest zmęczony płaczem. Ja przeszłam na ścisłą dietę. Wyeliminowałam całkowicie produkty mleczne, orzechy, czekoladę, kakao, cytrusy. Jem owsiankę na wodzie z jabłuszkiem, gotowanego kurczaka, gotowaną marchewkę, buraczki, kaszę gryczaną, pieczywo pełnoziarniste, w małej ilości banany, dżem z czarnej porzeczki. Nie wiem, co jeszcze mogłabym... Może któraś z Was mi podpowie? Tęsknię już za brokułami, kalafiorem, ale z uwagi na wzdęcia boje się je już wprowadzać. Koniecznie chcę utrzymać karmienie piersią, wiec muszę tę moją dietę trochę rozszerzyć. Mimo wszystko postanowiłam dziś pojechać z synkiem do lekarza. Mama mojego kolegi z pracy jest bardzo dobrym pediatrą, wspaniałym lekarzem z wieloletnim doświadczeniem. Niestety przyjmuje tylko prywatnie, ale za wizytę bierze tylko 30 zł (potrafi też nie wziąć pieniędzy jeśli widzi, że komuś się nie przelewa). Mam nadzieję, ze coś nam poradzi...
Martwi mnie jeszcze jedna rzecz - Michał we wtorek rano zrobił ostatnią kupkę... Od tego czasu kilka razy tylko minimalnie pobrudził pieluszkę. Nie wiem czy to jest normalne, może dlatego też boli go brzuszek? Sama nie wiem...
Ps. Obecna sytuacja zmotywowała mnie do diety - mam nadzieję, że i mnie uda się na tym skorzystać. Po ciąży waga stoi w miejscu jak zaklęta. Do zrzucenia mam jakieś 15kg... :(
wtorek, 13 grudnia 2011
Wymiękam!
Już nie wiem co mam robić... Nie mogę patrzeć jak moje dziecko zanosi się w niebogłosy i wierzga nóżkami. Kilkanaście dni temu Michała wysypało na buźce, głównie czoło i policzki, do tego poliki zrobiły mu się takie szorstkie... Od wczoraj ma mega wzdęcia, płacze przy każdym karmieniu, a ja razem z nim. Ma problemy z puszczaniem bączków, kupy też robi rzadziej, a do tego są one dziwne - wodniste, śluzowate. Wczoraj wieczorem przepłakał od 20.00 do 0.30. Noc minęła w miarę spokojnie, jednak całe przedpołudnie też był niespokojny, mało spał i płakał. Popołudnie tak w miarę, a dzisiejszy wieczór znów płacz - Mały usnął 20 min temu, utulony przez moją mamę, bo ja już nie mam siły go nosić (waży 7 kg). Podejrzewał alergię pokarmową, więc od dziś jestem na restrykcyjnej diecie. Poczekam kilka dni i zobaczymy co dalej. Jeśli się nie poprawi, to pojedziemy do lekarza. Nie mam już siły... Wysiadam fizycznie i psychicznie!
Ps. Czy któraś z Was podawała dzieciom wodę koperkową?
Ps. Czy któraś z Was podawała dzieciom wodę koperkową?
niedziela, 4 grudnia 2011
Dziecka śpią, mąż w drodze do Berlina, a ja delektuję się ciszą w domu... Nie mam siły na długaśne posty, chciałam się tylko pochwalić, że obroniłam dziś na 5 moją pracę podyplomową i w ten oto sposób zakończyłam kolejny etap mojej edukacji. Ukończenie tych studiów daje mi mozliwość ubiegania się o stanowiska kierownicze. Niestety nie należę do osób, które nadawały by się do kierowania innymi ludźmi. Chociaż kto wie, co nas w życiu spotka... Zaraz zmykam pod prysznic i idę pod kołderkę...
Ps. Zapomniałam ostatnio napisać, że kilka tygoni temu Hania definitywnie pożeganała się ze swoimi smoczkami co nie oznacza, że nie podbiera czasem dydusia Michasiowi :)
A oto obiecane zdjęcia:
środa, 30 listopada 2011
Jestem, jestem...
... i nadrabiam zaległości. Moja dłuższa nieobecność tutaj spowodowana była totalnym brakiem czasu. Kończę moją podyplomówkę i ostatnie tygodnie poświęciłam na pisanie pracy. Nie jest t o łatwe przy dwójce dzieci, ale dałam radę. W sobotę oddałam pracę na uczelni, a 4.12.2011 czeka mnie obrona. W międzyczasie odbyło się u nas "pępkowe" - impreza z ludźmi z mojej pracy oraz chrzciny Michałka.
Chrzest miał miejsce 20 listopada. Pogoda dopisała, choć zawsze obawiałam się takiej uroczystości w listopadzie. Michał przespał calutką mszę, nawet polanie główki wodą święconą. Do tego w czasie mszy zwalił wielką mega kupę, którą czuć było chyba w całym kościele :) Uroczystość odbyła się u nas w domku, zamówiłam catering, więc nie musiałam walczyć w kuchni. Przygotowałyśmy z mamą ciasto, tort upiekła moja ciocia. Było bardzo gwarno, troje 2-3 latków dało o sobie znać :) Grunt, że wypędziliśmy z synusia diabełka...
Michał skończył 2 miesiące...kiedy to zleciało... nie wiem. Waży 6800g i nosi ubranka w rozmiarze 68-74. W czasie szczepienia pediatra stwierdziła, że wygląda jak półroczne niemowlę. W ciągu niespełna miesiąca przybrał 1800g. Lekarka nie chciała uwierzyć, że jest karmiony tylko piersią. Misiu cudownie się do nas uśmiecha i gada po swojemu. Zaczął rączki wkładać do buźki i je ssać. Mój mały mężczyzna.
Hanulka już całkowicie zaakceptowała pojawienie się braciszka. Nazywa go "mój mały prezesik". Zawsze rano kładę Michasia do naszego łóżka, a ona obcałowuje go z każdej strony i "czyta" mu swoje książeczki. Mały wodzi za nią wzrokiem i próbuje zagadywać. Michaś zaczyna coraz dłużej spać w nocy. Już 3 nocki przespał mi po 5-6 godzin pod rząd. W końcu, bo już naprawdę miałam kryzys, gdy budził się co 1,5 godziny. Mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej.
Już niedługo święta, nie mogę się ich doczekać. Jakoś inaczej jest, gdy są już dzieci. Od kilku dni szukam pomysłów na prezenty dla dzieci. Na razie zamówiłam na allegro namiot w Auta dla Bartusia (chrześniak męża), laptopa dla Hani, warsztat z narzędziami dla Mikołaja (mój chrześniak), piłki do skakania dla Hani i Mikołaja, piłkę zachęcającą do raczkowania dla Michała. Emilka i Julka to duże pannice więc dostaną coś do ubrania. Teściowe dostaną od nas rower rehabilitacyjny (robimy zrzutę), nie mam niestety pomysłu na prezent dla rodziców. Mój mąż dostanie... a nie powiem, bo może to przeczytać :) Mam nadzieję, że da w pracy "karpiowe", bo inaczej będzie cienko :)
A zapomniałabym... idziemy w tym roku na Sylwestra. Impreza jest organizowana przez mój zakład pracy. Koszty będą pokryte z funduszu socjalnego (240zł od pary). Żal byłoby nie skorzystać. Moja mama sama zaoferowała, że zajmą się z tatą dziećmi, a my mamy iść. Nie miałam sumienia sama jej o to pytać, bo co roku chodzili na zabawę sylwestrową, więc myślałam, że i w tym roku pójdą. Stwierdzili jednak, że ten rok sobie odpuszczą... Cieszę się, już nie mogę się doczekać.
Na razie tyle... Gdy zgram zdjęcia dzieciaków, to wrzucę na bloga.
PS. Hania zaliczyła pierwszą wizytę u fryzjera - efekt piorunujący :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




