- do perfekcji opanowała sztukę samodzielnego jedzenia, posługuje się łyżką i widelcem,
- mówi pełnymi zdaniami, właściwie można z nią porozmawiać jak z dorosłym,
- najśmieszniejsze jest to, że mówi o sobie w rodzaju męskim - "robiłem, byłem..."
- sama potrafi założyć sobie buty na rzepy, czapkę i bluzę,
- samodzielnie myje rączki, buzię i zęby, podczas kąpieli gąbką myje sobie brzuszek, stópki, rączki i pupę,
- od tygodnia mamy naukę nocnikowania - Hania nosi jeszcze w ciągu dnia pampersa, ale tylko dlatego, że ostatnio jest dość chłodno, a kilka dni temu podziębiła sobie pupę, Mała woła "pisiu:, robi kupkę do nocnika, a następnie bije sobie brawo i zwołuje wszystkich domowników, aby podziwiali jej "dzieło"
- Hania jest niezwykle sprawna fizycznie, wszędzie jej pełno, wykonuje takie akrobacje, że aż dech w piersiach mi czasami zapiera,
- Mała "śpiewa" proste piosenki i potrafi powiedzieć krótką rymowankę
- uwielbia słuchać piosenek Fasolek i Natalki Kukulskiej
- weszliśmy już w okres pytań, dotychczas najczęściej padało pytanie "Cio to?", a od dwóch dni słyszę tylko "A dlaciego?"
- Hania używa zwrotów grzecznościowych, zwłaszcza "prosię" i "dziękuje", gdy wchodzimy do sklepu mówi "dzień dobly", a na wyjście "do dzienia" i kłania się przy tym w pas,
- ulubione zabawy Małej to piaskownica i wizyty na placu zabaw, ponadto Hanka w dalszym ciągu pała wielką miłością do swojego kuzyna Mikołaja - żyć bez siebie nie mogą,
- Hania wie, że w mamusi brzuszku mieszka jej braciszek - często spontanicznie przybiega i przytula się do brzucha, całuje go, głaszcze, a ja się nad tym rozpływam,
- oczywiście zdarzają nam się ataki histerii, które jednak dość szybko mijają, na ogół Hania jest bardzo radosnym i pogodnym dzieckiem,
wtorek, 21 czerwca 2011
Rok i 9 miesięcy
Duma mnie rozpiera, gdy patrzę na moje dziecko...na dziecko, które nie jest już nieporadnym niemowlakiem, ale przebojową i niezwykle bystrą dziewczynką. W ciągu ostatnich kilku tygodni Hania stała się bardzo samodzielna, komunikatywna i ciekawska. Zawsze myślałam, że niespełna 2 - letnie dziecko jest jeszcze bardzo głupiutkie, nieporadne i zdane na pomoc innych, a tymczasem przekonuję się, że w przypadku mojego dziecka jest zupełnie inaczej. Dziś Hania kończy rok i 9 miesięcy, a tyle już potrafi:
niedziela, 5 czerwca 2011
poniedziałek, 16 maja 2011
Po wizycie...
Dziś po raz kolejny zaliczyłam wizytę kontrolną u lekarza. To już końcówka 20 tygodnia, półmetek ciąży za nami... czas tak szybko pędzi...
Nasz synuś rośnie jak na drożdżach, waży już ok 360g. Pan Doktor obejrzał go z każdej strony, zajrzał mu ponownie między nóżki i w dalszym ciągu utrzymuje, że to chłopiec. Szyjka na szczęście trzyma się mocno, nie skraca się dalej, co mnie bardzo cieszy. Mam trochę gorsze wyniki morfologii, ale myślę, że to może być wynik przemęczenia. Do tego zaczyna się lekki stan zapalny dróg moczowych, a żeby temu zapobiec mam 2 razy dziennie łykać Żuravit. W dalszym ciągu miewam dołki psychiczne, brakuje mi czasu dla siebie, Hani i
Łukasza. W tym miejscu usłyszę z Waszych ust, że powinnam rzucić wszystko i iść na L4, ale ja naprawdę nie mogę teraz tego zrobić, bo świadomość, że zostawiłam w pracy tyle niedokończonych spraw dobiłaby mnie jeszcze bardziej i nie pozwoliła tak naprawdę odpocząć i odciąć się od tego wszystkiego, co zostawiłam za drzwiami swego biura. Zastanawiam się tylko, czy przyjdzie taki moment, że będę w pełni gotowa, aby odjeść na chorobowe. Głupie to wszystko...
A teraz kilka słów o naszym 1,8 - miesięcznym Szczęściu... To jak zachowuje się Hania, jak się zmieniła w ciągu ostatniego miesiąca... po prostu brak mi słów. Jest cudowna, najukochańsza i już tak bardzo samodzielna. Kocha nas wszystkich na zabój i ciągle to powtarza, przytula i całuje. Do tego gada jak najęta, pełnymi zdaniami, właściwie rozmawia się z nią, jak z dorosłym. Do perfekcji opanowała sztukę posługiwania się łyżką i widelcem, pięknie sama je, ubiera buciki, myje rączki, buźkę i ząbki. Coraz częściej kontroluje swoje potrzeby fizjologiczne, woła, że chce siusiu. Z całkowitym odstawieniem pieluch poczekam do wakacji, gdy zrobi się cieplej - majteczki już czekają w pogotowiu. Naszą zmorą jest uzależnienie od dydusia, ale i z tym sobie poradzimy. Córeczka dostarcza nam wiele radości, a mnie samą wielokrotnie doprowadziła do łez radości i wzruszenia. A teraz będziemy mieli to szczęście podwójnie :)
PS. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że nasz synek otrzyma imię SZYMON.
Nasz synuś rośnie jak na drożdżach, waży już ok 360g. Pan Doktor obejrzał go z każdej strony, zajrzał mu ponownie między nóżki i w dalszym ciągu utrzymuje, że to chłopiec. Szyjka na szczęście trzyma się mocno, nie skraca się dalej, co mnie bardzo cieszy. Mam trochę gorsze wyniki morfologii, ale myślę, że to może być wynik przemęczenia. Do tego zaczyna się lekki stan zapalny dróg moczowych, a żeby temu zapobiec mam 2 razy dziennie łykać Żuravit. W dalszym ciągu miewam dołki psychiczne, brakuje mi czasu dla siebie, Hani i
Łukasza. W tym miejscu usłyszę z Waszych ust, że powinnam rzucić wszystko i iść na L4, ale ja naprawdę nie mogę teraz tego zrobić, bo świadomość, że zostawiłam w pracy tyle niedokończonych spraw dobiłaby mnie jeszcze bardziej i nie pozwoliła tak naprawdę odpocząć i odciąć się od tego wszystkiego, co zostawiłam za drzwiami swego biura. Zastanawiam się tylko, czy przyjdzie taki moment, że będę w pełni gotowa, aby odjeść na chorobowe. Głupie to wszystko...
A teraz kilka słów o naszym 1,8 - miesięcznym Szczęściu... To jak zachowuje się Hania, jak się zmieniła w ciągu ostatniego miesiąca... po prostu brak mi słów. Jest cudowna, najukochańsza i już tak bardzo samodzielna. Kocha nas wszystkich na zabój i ciągle to powtarza, przytula i całuje. Do tego gada jak najęta, pełnymi zdaniami, właściwie rozmawia się z nią, jak z dorosłym. Do perfekcji opanowała sztukę posługiwania się łyżką i widelcem, pięknie sama je, ubiera buciki, myje rączki, buźkę i ząbki. Coraz częściej kontroluje swoje potrzeby fizjologiczne, woła, że chce siusiu. Z całkowitym odstawieniem pieluch poczekam do wakacji, gdy zrobi się cieplej - majteczki już czekają w pogotowiu. Naszą zmorą jest uzależnienie od dydusia, ale i z tym sobie poradzimy. Córeczka dostarcza nam wiele radości, a mnie samą wielokrotnie doprowadziła do łez radości i wzruszenia. A teraz będziemy mieli to szczęście podwójnie :)
PS. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że nasz synek otrzyma imię SZYMON.
czwartek, 5 maja 2011
Kochane dziękuję za wszystkie dobre rady. Chyba mamy sytuację opanowaną, choć wczoraj wcale nie było mi do śmiechu. Wieczorem wylądowaliśmy z Małą na pogotowiu, ponieważ do ostrej biegunki doszły wymioty. Lało się z Hani obiema stronami niemiłosiernie. Na szczęście okazało się, że Mała nie była jeszcze odwodniona, choć przyszedł taki moment, że wszystko co wypiła natychmiast zwracała. Moja mała bidulka...Lekarz na pogotowiu przepisał nam zawiesinę regenerującą błonę żołądka i elektrolity, które Hania bardzo opornie pije, ale dziś rano w końcu okazało się, ze temperatura spadła, wymioty ustały, a biegunka znacznie mniej była nasilona. Mała miała dziś dużo więcej życia w sobie, broiła, jak zwykle, odstawiała histerię, więc to był sygnał, że nasze dziecko zdrowieje. Ponadto zaczęła w końcu po 3 dniach coś jeść - w ilościach mikroskopijnych, ale jednak. W zyciu nie myślałam, ze będę skakać z radości, jak Hania zje kawałek kinderka. Do tego zjadła kawałek banana, odrobinkę ziemniaków, a wieczorem po kąpieli domagała się kakao, choć wypiła go może ze 3 łyki. Do tego popijała na zmianę elektrolity z sokiem Kubusiem. Zważyłam dziś Małą i okazało się, że zjechała na wadze 1 kg. Taka się zrobiła szczuplutka, wydaje się drobniutka. Mam nadzieję, że najgorsze za nami.
A na dowód, że Mała wraca do formy:
Moja mama przekomarza się z Hanią...
- Haniu daj babci kawałek bananka...
- Nie cieś (nie chcesz)
- No podziel się z babcią banankiem...
- Bacia nie cieś...
Po chwili Hania podchodzi do dziadka, daje mu banana i mówi:
- Daj baci...
- Haniu daj babci sama bananka, babcia się ucieszy...
Hania podchodzi do babci i mówi:
- Bacia nie cieś bananka...
No i babcia banana nie posmakowała :)
A na dowód, że Mała wraca do formy:
Moja mama przekomarza się z Hanią...
- Haniu daj babci kawałek bananka...
- Nie cieś (nie chcesz)
- No podziel się z babcią banankiem...
- Bacia nie cieś...
Po chwili Hania podchodzi do dziadka, daje mu banana i mówi:
- Daj baci...
- Haniu daj babci sama bananka, babcia się ucieszy...
Hania podchodzi do babci i mówi:
- Bacia nie cieś bananka...
No i babcia banana nie posmakowała :)
środa, 4 maja 2011
Pomocy!
Jak zatrzymać biegunkę u tak małego dziecka, jak Hania? Jak zmusić ją do picia? Mała ma gorączkę, od wczoraj nie je, nie chce pić. Byliśmy u lekarza, ale to co on radził nie skutkuje. Boje się, że Hania się odwodni... Pomóżcie!
czwartek, 28 kwietnia 2011
Ponarzekam sobie
Znów łapie mnie dół...Nie wiem czy to kwestia hormonów, czy ostatnich wydarzeń... Pewnie jedno i drugie. Ostatnie dni w pracy to dla mnie jeden, wielki...i tu powinno pojawić się bardzo niecenzuralne słowo. Z reguły trudno wyprowadzić mnie z równowagi, ale to co ostatnio wyprawiają moi podopieczni po prostu mnie przerasta. Wiem, że nie powinnam się denerwować, ale ja nie potrafię opanować tych złych emocji, które we mnie siedzą. Moja przyjaciółka uspakaja mnie i wspiera jak może, biorąc na swoje barki te najmniej przyjemne kwestie, ale ja nie mogę zrzucić na kogoś odpowiedzialności za swoją pracę. Dziękuję Ci Kochana za okazywane wsparcie!
Niestety sytuacja w pracy ma znaczący wpływ na moje fizyczne samopoczucie. Mam bóle podbrzusza, kołatania serca i momentami wręcz wewnętrznie się trzęsę. Do tego dochodzi ból pleców, drętwienie lewej nogi i ogromne uczucie zmęczenia. Po moim powrocie z pracy jestem strasznie wypompowana, a już od progu czeka na mnie moja mała "terrorystka". Hania nie da mi nawet obiadu zjeść, a już domaga się wyjścia "na dól" - przynosi swoje buciki, czapeczkę i inne niezbędne akcesoria i ciągnie mnie za rękaw w stronę drzwi wyjściowych. Pogoda ostatnimi czasy przepiękna, więc całe popołudnia spędzamy w piaskownicy.
Z moim mężem też jakoś ostatnio tak dziwnie. Jest między nami wiele niedomówień, on uważa, że wciąż się go czepiam, a ja znowu twierdzę, ze nic w domu nie robi (chodzi mi głównie o pomaganie moim rodzicom). Nie mam siły nawet z nim dyskutować, choć prawdą jest, że spędzamy ze sobą ostatnio mało czasu. To wszystko jakoś tak nakłada się na siebie i powoduje, ze jest mi bardzo żle...
Poza tym, Hania od prawie 2 tygodni choruje, ma kaszel, katar, kilka dni w zeszłym tygodniu gorączkowała, choć lekarz stwierdził, że osłuchowo jest czysta. Do tego wychodzą jej górne trójki i Mała bardzo ciężko to znosi (wszystkie inne zęby wychodziły "bezproblemowo"). Hanka tak zasmakowała syropu przeciwgorączkowego o smaku truskawkowym, że przed snem domaga się "jopku" - moja mała lekomanka (oczywiście, bez potrzeby jej nie podaję).
A na koniec, jedyna rzecz, która oprócz mojej córci mnie cieszy - od kilku dni czuję ruchy Maluszka.
Tak wygląda dziecię, które wyrusza na poszukiwania prezentów od Zajączka :)
Pozdrawiam!
Niestety sytuacja w pracy ma znaczący wpływ na moje fizyczne samopoczucie. Mam bóle podbrzusza, kołatania serca i momentami wręcz wewnętrznie się trzęsę. Do tego dochodzi ból pleców, drętwienie lewej nogi i ogromne uczucie zmęczenia. Po moim powrocie z pracy jestem strasznie wypompowana, a już od progu czeka na mnie moja mała "terrorystka". Hania nie da mi nawet obiadu zjeść, a już domaga się wyjścia "na dól" - przynosi swoje buciki, czapeczkę i inne niezbędne akcesoria i ciągnie mnie za rękaw w stronę drzwi wyjściowych. Pogoda ostatnimi czasy przepiękna, więc całe popołudnia spędzamy w piaskownicy.
Z moim mężem też jakoś ostatnio tak dziwnie. Jest między nami wiele niedomówień, on uważa, że wciąż się go czepiam, a ja znowu twierdzę, ze nic w domu nie robi (chodzi mi głównie o pomaganie moim rodzicom). Nie mam siły nawet z nim dyskutować, choć prawdą jest, że spędzamy ze sobą ostatnio mało czasu. To wszystko jakoś tak nakłada się na siebie i powoduje, ze jest mi bardzo żle...
Poza tym, Hania od prawie 2 tygodni choruje, ma kaszel, katar, kilka dni w zeszłym tygodniu gorączkowała, choć lekarz stwierdził, że osłuchowo jest czysta. Do tego wychodzą jej górne trójki i Mała bardzo ciężko to znosi (wszystkie inne zęby wychodziły "bezproblemowo"). Hanka tak zasmakowała syropu przeciwgorączkowego o smaku truskawkowym, że przed snem domaga się "jopku" - moja mała lekomanka (oczywiście, bez potrzeby jej nie podaję).
A na koniec, jedyna rzecz, która oprócz mojej córci mnie cieszy - od kilku dni czuję ruchy Maluszka.
Tak wygląda dziecię, które wyrusza na poszukiwania prezentów od Zajączka :)
Pozdrawiam!
czwartek, 21 kwietnia 2011
Do Diany
Diano poproszę Cię o zaproszenie na Twojego bloga - chyba o mnie zapomniałaś :) Pozdrawiam!
środa, 20 kwietnia 2011
Wracamy
Znów długo mnie nie było, ale mam taką kołomyję w pracy, że szkoda gadać. Rozpoczęłam od kwietnia realizację mojego projektu i każda z Was, która miała kiedyś styczność z projektami POKL wie ile przy tym papierkowej roboty. Zaczynam żałować, że projekt dostał dofinansowanie, ponieważ nie mam nawet czasu na spokojne "ciążowanie: :) A z drugiej strony, może to dobrze... czas tak szybko płynie. Dopiero robiłam test ciążowy, a tu już przełom 4-5 miesiąca. W poniedziałek miałam kontrolną wizytę u lekarza. Podczas badania doktor zaniepokoił się stanem mojej szyjki, stwierdził, że jest "dziwna" i że koniecznie trzeba kontrolować jej stan. Nie wiem, co o tym myśleć, szczerze mówiąc trochę mnie to niepokoi. Lekarz kazał mi się oszczędzać, nie dźwigać, co jest trudne do zrealizowania mając w domu takiego szkraba jak Hania. Ustaliliśmy z lekarzem, że jeśli tylko coś będzie się dziać (bóle brzucha, plamienia, krwawienia) mam się natychmiast stawić się u niego w szpitalu. Póki co, nic takiego się nie dzieje, więc nie będę panikować. Lekarz pytał też, czy chcę iść na zwolnienie, jednak póki co, nie mogę sobie na to pozwolić - pójdę dopiero wówczas, gdy uda mi się projekt na dobre wdrożyć. Planuję pracować do końca lipca, ale co z tego wyjdzie - zobaczymy.
Z innych ciążowych wieści - pisałam ostatnio, że znamy wstępnie płeć Malucha - udało nam się w końcu dojść do porozumienia z mężem w kwestii imienia - nasz SYN będzie miał na imię JAN. Jeśli okaże się, że Jasiu jest jednak dziewczynką w wówczas zastanowimy się nad imieniem dla niej.
A tak poza tym - od kwietnia Łukasz zmienił pracę, z poprzedniej się zwolnił, choć trudno zwolnić się pracując bez umowy :) Finansowo wyjdzie na tym trochę gorzej, ale jest dużo spokojniejszy niż w poprzedniej. Ponadto czeka nas sporo rodzinnych imprez - w pierwsze święto idziemy na 45-lecie ślubu siostry mojej mamy, tydzień później na 18 - nastkę kuzynki, w maju mamy 2 przyjęcia (w tym moja chrześniaczka), w sierpniu i październiku wesela, ale na to październikowe z wiadomych powodów się nie wybieramy :) Szarpnie nas to strasznie finansowo, ale cóż robić... nie możemy odłożyć ani złotówki, bo wciąż są jakieś nowe wydatki, imprezy itp.
Jeśli chodzi o kompletowanie wyprawki dla dziecka, to nie nakręca mnie to już tak bardzo, jak w pierwszej ciąży. Nie oznacza to, że nie czekamy na przyjście malucha na świat - wręcz przeciwnie, jednak w tej chwili do pewnych zakupów podchodzę dużo rozsądniej niż w ciąży z Hanią. Z doświadczenia wiem, że sporo rzeczy jest niepraktycznych, dziecko szybko wyrasta lub po prostu nie mam potrzeby ich użytkowania. Zresztą przyjdzie jeszcze czas na wyprawkę...
A Hanula, jak to Hanula - broi za dwóch i daje nam radości za dwóch. Pięknie śpiewa piosenkę z programu dla dzieci "Barney i przyjaciele" ..."kocham Cię, a Ty mnie..." leżąc w łóżeczku wieczorem śpiewa ją sobie pod nosem i tak cudownie w jej wykonaniu to brzmi :) Niestety stała się tez ostatnio znów dość histeryczna - szybko się złości, próbuje wymuszać płaczem, czasem nas bije. Mam nadzieję, że szybko jej to przejdzie i znów stanie się naszym kochanym pieszczoszkiem. Ostatnio u małej furorę robi piaskownica - codziennie rano radosnym krokiem wędruje ze swoim wiadereczkiem, łopatką i grabiami do niani i tam pół dnia spędza w piasku. Biorąc pod uwagę zainteresowania pierworodnej Zajączek Wielkanocy postanowił przynieść jej taczkę oraz kolejny zestaw zabawek ogrodowych, ponadto na naszym podwórku już wkrótce pojawi się piaskownica. Od dziadków Hanula dostanie śliczną sukienkę balową, którą założy na siebie już w niedzielę.
Fajnie jest czekać na święta, gdy ma się w domu małe dziecko - nabierają one zupełnie innego wymiaru i znaczenia.
Nie mam siły więcej napisać, postaram się odzywać częściej. Buziaki!
Z innych ciążowych wieści - pisałam ostatnio, że znamy wstępnie płeć Malucha - udało nam się w końcu dojść do porozumienia z mężem w kwestii imienia - nasz SYN będzie miał na imię JAN. Jeśli okaże się, że Jasiu jest jednak dziewczynką w wówczas zastanowimy się nad imieniem dla niej.
A tak poza tym - od kwietnia Łukasz zmienił pracę, z poprzedniej się zwolnił, choć trudno zwolnić się pracując bez umowy :) Finansowo wyjdzie na tym trochę gorzej, ale jest dużo spokojniejszy niż w poprzedniej. Ponadto czeka nas sporo rodzinnych imprez - w pierwsze święto idziemy na 45-lecie ślubu siostry mojej mamy, tydzień później na 18 - nastkę kuzynki, w maju mamy 2 przyjęcia (w tym moja chrześniaczka), w sierpniu i październiku wesela, ale na to październikowe z wiadomych powodów się nie wybieramy :) Szarpnie nas to strasznie finansowo, ale cóż robić... nie możemy odłożyć ani złotówki, bo wciąż są jakieś nowe wydatki, imprezy itp.
Jeśli chodzi o kompletowanie wyprawki dla dziecka, to nie nakręca mnie to już tak bardzo, jak w pierwszej ciąży. Nie oznacza to, że nie czekamy na przyjście malucha na świat - wręcz przeciwnie, jednak w tej chwili do pewnych zakupów podchodzę dużo rozsądniej niż w ciąży z Hanią. Z doświadczenia wiem, że sporo rzeczy jest niepraktycznych, dziecko szybko wyrasta lub po prostu nie mam potrzeby ich użytkowania. Zresztą przyjdzie jeszcze czas na wyprawkę...
A Hanula, jak to Hanula - broi za dwóch i daje nam radości za dwóch. Pięknie śpiewa piosenkę z programu dla dzieci "Barney i przyjaciele" ..."kocham Cię, a Ty mnie..." leżąc w łóżeczku wieczorem śpiewa ją sobie pod nosem i tak cudownie w jej wykonaniu to brzmi :) Niestety stała się tez ostatnio znów dość histeryczna - szybko się złości, próbuje wymuszać płaczem, czasem nas bije. Mam nadzieję, że szybko jej to przejdzie i znów stanie się naszym kochanym pieszczoszkiem. Ostatnio u małej furorę robi piaskownica - codziennie rano radosnym krokiem wędruje ze swoim wiadereczkiem, łopatką i grabiami do niani i tam pół dnia spędza w piasku. Biorąc pod uwagę zainteresowania pierworodnej Zajączek Wielkanocy postanowił przynieść jej taczkę oraz kolejny zestaw zabawek ogrodowych, ponadto na naszym podwórku już wkrótce pojawi się piaskownica. Od dziadków Hanula dostanie śliczną sukienkę balową, którą założy na siebie już w niedzielę.
Fajnie jest czekać na święta, gdy ma się w domu małe dziecko - nabierają one zupełnie innego wymiaru i znaczenia.
Nie mam siły więcej napisać, postaram się odzywać częściej. Buziaki!
czwartek, 24 marca 2011
środa, 23 marca 2011
Wieści z ciążowego frontu
W poniedziałek zaliczyłam wizytę u Pana Doktora. Widziałam na usg naszego Maluszka - muszę się pochwalić, że znam już wstępnie płeć dziecka :) Póki co, niech zostanie to moją słodka tajemnicą :) Nie spodziewałam się, że nastąpi to tak szybko, tym bardziej, że w pierwszej ciąży płeć poznałam, gdzieś około 28 tygodnia. Maluszek jest bardzo ruchliwy, gin miał problem, żeby usg zrobić i pomierzyć wszystko tak jak należy. Najpierw próbował zrobić mi usg dopochwowo, to wtedy pięknie było widać płeć, a następnie robił mi usg przez powłoki brzuszne. W ostateczności udało się pomierzyć to co należało - wszystko jest w jak najlepszym porządku. Termin porodu w dalszym ciągu wyznaczony wg usg na 3 października, natomiast wg om na 5 października. Chciałabym, aby maleństwo urodziło się ciut przed terminem - tak samo jak to było z Hanią. Nie musiałam siedzieć w domu i liczyć dni... Na chwilę obecną na myśl o porodzie czuję jakąś dziwną ekscytację - jakaś masochistka chyba jestem :) Pierwszy poród wspominam dobrze, byłam nawet zaskoczona, że dość szybko nam poszło. Zresztą, nie ma co gdybać... Wierzę, że będzie wszystko będzie dobrze i już za pół roku przytulę... no cóż jeśli chodzi o imię to zażarte negocjacje trwają :)
U nas szykują się pewne zmiany, mam tylko nadzieję, że wszystko będzie po naszej myśli. Mam nadzieję, że w końcu wiatr przestanie wiać nam w oczy i wyjdziemy na prostą. Kantadeska napisała ostatnio, że dobro powraca - mam nadzieję, że ma rację! Trzymajcie kciuki!
U nas szykują się pewne zmiany, mam tylko nadzieję, że wszystko będzie po naszej myśli. Mam nadzieję, że w końcu wiatr przestanie wiać nam w oczy i wyjdziemy na prostą. Kantadeska napisała ostatnio, że dobro powraca - mam nadzieję, że ma rację! Trzymajcie kciuki!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





