No tak, znowu to samo... Dwa posty niedokończone, nieopublikowane... Nie wiem co się dzieje, ale od jakiegoś czasu doba jest dla mnie za krótka. Hania weszła w taki etap, że trzeba mieć oczy dookoła głowy, aby czegoś nie zbroiła. Michał śpi coraz mniej, domaga się większej uwagi... Spróbuję streścić co ostatnio się u nas działo.
Zacznę od wizyty u lekarza... Byliśmy prywatnie u pediatry i Pani Doktor stwierdziła, że przesadziłam z nabiałem. Kazała bardzo ograniczyć jego spożycie. Ponadto stwierdziła, że te cyrki, które Michał wyczyniał przy cycku spowodowane nie są kolkami, ale wcześniejszym podawaniem butli (kłaniają się moje wyjazdy na uczelnię). Poradziła, aby całkowicie zrezygnować z jej podawania. Po zastosowaniu diety bezmlecznej buźka Małego bardzo się poprawiła. Ja dodatkowo mimo wszystko zakupiłam Bebilon Pepti i enzym ułatwiający trawienie laktazy. Niestety z dnia na dzień nasze karmienia wyglądały coraz gorzej. Michał darł się w niebogłosy przy każdej próbie dostawienia go do piersi. Płakałam razem z nim. W poniedziałek rano (przed świętami) skapitulowałam, odciągnęłam mleko laktatorem i podałam butlę. I odkryłam gdzie jest pies pogrzebany. Tego dnia ustały wszelkie objawy kolki i innych dolegliwości. Mój syn stał się cudownym, radosnym brzdącem. Niestety okazało się, że problemy z karmieniem przełożyły się na zanikanie pokarmu. Już sam fakt, ze nie mogłam karmić go bezpośrednio piersią spowodował u mnie załamanie, przepłakałam cały dzień. Zdecydowałam jednak, że skoro mój syn odrzucił pierś, to zrobię wszystko, aby karmić go dalej swoim mlekiem. Przywrócenie laktacji kosztowało mnie wiele godzin spędzonych przy laktatorze, picie hektolitrów herbatek mlekopędnych... Udało się - już trzeci tydzień odciągam mleczko i karmię smyka z butelki. W związku z tym, że jest bardzo żarty - je co 2 godziny - raz lub dwa razy dziennie dokarmiam go sztucznym mleczkiem (obecnie z Bebilonu Pepti przechodzę na Bebiko HA). Mam zamiar tak karmić najdłużej jak się da. Taki system karmienia zabiera mi sporo czasu, jakieś 3-3,5 godziny spędzam dziennie przy laktatorze. Aby utrzymać laktację muszę odciągać mleko również w nocy. A zapomniałabym - Michał posmakował w tym tygodniu tartego jabłuszka i kaszki bananowej (zalecenie poszczepienne naszej pediatry). Ponadto synek waży 7700g i nosi ubranka w rozmiarze 74.
Hania - no cóż urwis z niej niesamowity. Jest już bardzo samodzielna, sama je, załatwia swoje potrzeby fizjologiczne na kibelku (nie chce na nocniku), nawet nakładki nie używa. Rozbraja nas swoimi tekstami, śpiewa, mówi wierszyki. Uwielbia bawić się swoimi misiami, urządza im przyjęcia urodzinowe i bale. Lubi budować z klocków, "rysować", bawić się plasteliną. Próbuje również wymuszać na nas oglądanie bajek... mała cwaniara każdego ranka (wstaje ok 6.30-7.00) schodzi na dół do babci, pakuje się jej do łóżka i ogląda bajki na Jim Jam, albo Disney Junior. W dzień staramy się nie włączać jej tv, choć Hania robi w tym kierunku podchody. Mała często zaczepia Michała, próbuje robić mu "kosi - kosi", a Michaś odwdzięcza się jej bezzębnym uśmiechem. Obecnie Mała jest chora - ma zapalenie oskrzeli, ale juz wychodzimy na prostą.
Wigilię spędziliśmy u mnie w domu z moimi rodzicami. Po kolacji przyszedł mój brat z żoną i synkiem. Dzieciaki dostały masę prezentów. Pierwszy dzień Świąt spędziliśmy u teściów, a drugi u siostry mojej mamy. Przyjechała moja kuzynka z Niemiec i jej brat, który mieszka za Warszawą i musieliśmy się spotkać. Sylwestra spędziliśmy na imprezie zakładowej, było miło, choć nie szałowo. Hania balowała z dziadkami - poszła spać o 1.00 w nocy. Michaś przespał imprezę.
Jest już późno, więc zmykam pod prysznic. Całusy dla Was Kochane.
PS. Martuś czekam na Anielkę - trzymam kciuki, aby wszystko poszło sprawnie. Jestem myślami z Tobą.





