poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Feministycznie

Rozmowa z Hanią podczas wczorajszej kąpieli:
Hania: Nie lubię tatusi!
Ja: Dlaczego nie lubisz tatusia?
Hania: Bo jest brzydki!
Ja: Ale dlaczego uważasz, że jest brzydki?
Hania: Bo jest chłopak! :)

Takie same odpowiedzi padały w sprawie dziadka, wujka, kuzynów itp...

I tak oto moja mała feministka podsumowała wszystkich znanych jej osobników płci męskiej! :)

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Dziękuję wszystkim tym, którzy modlili się  w intencji mojego wujka. Jednocześnie przepraszam, ze nie odpisuję na komentarze, ale mam ostatnio tyle na głowie, że nie starcza mi czasu na nic.
Wujek jest po operacji, czuje się trochę lepiej, choć jest bardzo obolały. Usunięto mu pół metra jelita grubego, guz był ogromny, miał 10 cm, wycięto mu ponadto trochę węzłów chłonnych i oczyszczono trzustkę (guz opierał się o ten narząd, więc profilaktycznie ją czyszczono). Węzły poszły do badania do Poznania, ponieważ lekarz uważa, że możliwe jest, że nie były jeszcze zajęte przez raka tylko miały jakiś stan zapalny. Na szczęście okazało się, że wątroba jest czysta, nie ma na niej żadnych zmian nowotworowych. W opinii lekarzy rokowania są pomyślne, teraz jeszcze czeka wujka chemioterapia... Póki co udało się uniknąć stomii, jednak jeśli rany wewnątrz brzucha nie będą się prawidłowo goić, to może jeszcze dojść do takiego zabiegu. Wujek jest pozytywnie nastawiony, ma sporo wsparcia ze strony najbliższych. Ciocia od tygodnia spędza przy jego łóżku całe dnie, tylko na spanie wraca do domu, dzieciaki zajmują się gospodarką. Wierzę, ze wszystko się jakoś ułoży...
Synuś jest już dużym chłopcem, w ciągu 3 tygodni przybrał prawie kg, na wizycie ważył 2500g. Lekarz cieszy się, że dobrze przybiera, bo to jest ważne w razie przedwczesnego porodu. Pytałam też, czy nie widzi żadnych przeciwwskazań przed pójściem na wesele do mojej kuzynki, na co on odpowiedział, że nie jeśli nie będę tańczyć kankana, to on nie widzi przeszkód. I tak w ta sobotę bawiliśmy się u mojej kuzynki na weselisku. Było to dla mnie troszkę nietypowe wesele, ponieważ Państwo Młodzi są już dość statecznymi ludźmi - Ala ma 36 lat, natomiast jej obecny małżonek 44, ale wesele było naprawdę przednie i pomimo mojego stanu wybawiłam się całkiem nieźle.  Ślub i wesele odbyły się w pałacyku Ignacego Mościckiego w Runowie. Tam też mieliśmy zapewniony nocleg w pokojach hotelowych. W każdej chwili mogłam iść się położyć i odpocząć. Na samym weselu okazało się, że to nie ja pierwsza odpadłam, a mój małżonek. Dostał takiego bólu zęba, że o godzinie 1.30 mieliśmy po zabawie. Nawet wódka weselna nie była w stanie go znieczulić. Wracając z wesela zahaczyliśmy o dentystę, który wyrwał mu  tego nieszczęsnego zęba. Podsumowując - niech żałują ci, którzy nie byli.
My powoli przygotowujemy się do przyjścia na świat naszego drugiego potomka. Dostarczono nam już kołyskę wraz z wyposażeniem, przebrałam ciuszki po małej, które mogę wykorzystać dla Szymka, dokupiłam troszkę nowych. W środę wybiorę się jeszcze z mamą na zakupy, aby dokupić trochę pierdołów do szpitala. Muszę się przygotować, bo nigdy nic nie wiadomo. Hanię też już trochę obkupiłam na jesień, bo później mogę już nie mieć okazji. Jeśli chodzi o naszą Pierworodną, to muszę się pochwalić, że już na dobre pożegnaliśmy się z pampersowaniem w dzień, teraz zakładam jej pieluchę tylko na noc, choć mała się burzy. Hania już 3 tydzień pięknie załatwia się na nocnik, teraz już nawet przypominać jej nie trzeba. Sama go sobie przynosi, ściąga majteczki i wylewa zawartość do kibelka. Jestem z niej taka dumna! Moja córka zaskoczyła mnie jeszcze czymś - po roku czasu od odstawienia od piersi przypomniała sobie, ze mama ma cycucha i przez parę wieczorów domagała się mleczka. Szczęka mi opadła, bo od momentu odstawienia, nie upomniała się nigdy, aż do teraz. Ona chyba czuje, że szykują się wielkie zmiany w jej życiu. Ja sama coraz bardziej obawiam się jej reakcji na pojawienie się braciszka. Mała stała się w stosunku do mnie bardzo zaborcza, domaga się ciągle mojej obecności, gdy tylko zniknę jej na chwilę z oczu, wpada w histerię. Nawet Łukasza odpycha, choć on stara się z nią spędzać jak najwięcej czasu. Tłumaczymy jej, co niedługo nastąpi, nawet kupiliśmy specjalną książeczkę o pojawieniu się dzidzusia w domu. Na chwile obecną nie jestem jednak w stanie przewidzieć jej reakcji. Mam nadzieję, ze szybko zaakceptuje brata i pokocha go całym serduszkiem.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Trudne chwile...

Nasza rodzina przeżywa trudne chwile. U najmłodszego brata mojego taty wykryto nowotwór jelita grubego. Jutro operacja. Nie wiemy jakie są rokowania, czy nie ma przerzutów do wątroby. Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Jeszcze miesiąc temu nic nie zapowiadało, że będziemy przeżywać tak ciężkie chwile, teraz modlimy się i wierzymy, że wujek z tego wyjdzie...Ma dopiero 44 lata i pięcioro dzieci. Wszyscy bardzo mocno się kochają, całe dnie spędzają z nim w szpitalu... Jestem przekonana, że będzie dobrze, musi być! Proszę pomódlcie się w jego intencji...

środa, 3 sierpnia 2011

Urodziny, rocznica i takie tam...

Czas tak szybko ucieka... W ostatnim poście zapomniałam napisać, że zaraz po powrocie znad morza obchodziłam 28 urodziny. Nie wyprawiałam żadnej imprezy, bo po urlopie nie miałam na to siły, tym bardziej, że wróciliśmy w niedziele po południu, a już w poniedziałek wróciłam do pracy. W związku z tym, że wczoraj obchodziliśmy 3 rocznicę ślubu postanowiliśmy, że małą imprezkę rocznicowo - urodzinową wyprawimy 31 lipca (czyli odbyła się w minioną niedzielę). Zaczęliśmy od mszy w kościele, a po zaprosiliśmy teściów, moich rodziców i szwagierkę z rodziną na uroczysty obiad, który przeciągnął się do kolacji :) Mój brat nie był obecny, ponieważ razem z moją bratową byli na weselu. Było bardzo fajnie, w ramach prezentu dostaliśmy pieniążki, które chciałabym przeznaczyć na nowy dywan do salonu. W ramach prezentu urodzinowego również dostałam kasę, za którą na chwilę obecną zakupiłam 2 torebki, a za resztę kupię sobie chyba nowe kwiaty na kwietnik do salonu i nowe firanki do sypialni. W ogóle włączył mi się syndrom "wicia gniazda", bo choć ostatnie dni ledwo nogi za sobą ciągałam, to przedwczoraj i wczoraj dostałam takiego powera do sprzątania, że szok. Po wysprzątaniu wszystkich szaf, szuflad i szafeczek okazało się, że mamy w nich całkiem sporo wolnego miejsca. Ponadto przebrałam wszystkie rzeczy po Hani i wybrałam z nich te, które mogę zostawić dla Szymka, a resztę zapakowałam dla mojej kuzynki, która miesiąc temu urodziła córeczkę.
Co do mojego samopoczucia -  po lekach czuję się troszkę lepiej, bóle brzucha choć nie ustały, to jednak trochę się zmniejszyły. Mam nadzieję, że szyjka trzyma się mocno i szpital mnie ominie. W razie czego zakupiłam niezbędne rzeczy do szpitala - przezorny zawsze ubezpieczony. W domu na zwolnieniu jest mi cudownie - strasznie żałuję, że dałam się wmanewrować w ten cholerny projekt, który sprawił, że przypłaciłam to wszystko własnym zdrowiem i naraziłam zdrowie swojego dziecka. Niestety na jeszcze jeden dzień muszę wrócić do pracy, ale tylko i wyłącznie dla własnego lepszego samopoczucia. Jest jeszcze sporo spraw, które nade mną wiszą i nie potrafię spokojnie w domu siedzieć, wiedząc, ze są nie dokończone.
Nasz synuś jakby się troszkę ostatnio uspokoił - nie szaleje już tak w brzuchu, teraz raczej przeciąga się i czasem zapoda mamusi kopniaczka. Cały czas staram się przygotowywać Hanią na pojawienie się braciszka - opowiadam jej co robi w brzuszku, pokazuję zdjęcia noworodków i tłumaczę, że wkrótce taki dzidziuś zamieszka w naszym domku. W przyszłym tygodniu chcę zabrać Hankę do mojej kuzynki, aby mogła zobaczyć mała Tosię. Jestem bardzo ciekawa reakcji Małej...
Z naszej Hanuli zrobiła się mała mądrala - w pozytywnym tego słowa znaczeniu. W ciągu miesiąca bardzo się zmieniła, zyskała wiele nowych umiejętności - doskonale radzi sobie z samodzielnym jedzenie, nie wymaga karmienia, pije z kubeczka, butlę porzuciła już dawno. Ponadto widać, że rozwija się jej wyobraźnia, bo potrafi przeprowadzać "rozmowy" przez komórkę - opowiada co robiła, lub wymyśla jakieś historie. Zachowuje się przy tym, jak mała aktorka. Mała potrafi powiedzieć krótki wierszyk, śpiewa masę piosenek, właściwe buzia jej się nie zamyka, tylko cały czas śpiewa. Pokochała też oglądanie bajek - zwłaszcza jednej - "Listonosza Pata" oglądałaby na okrągło. Oczywiście staram się jej dozować czas spędzany przed telewizorem stosownie do wieku. Niestety jeśli chodzi o nocnikowanie to brak jakichkolwiek postępów, ale tym razem jej nie odpuszczę. Hania jest mądrą dziewczynką i wie o co chodzi z nocnikiem, tym bardziej, że zanotowaliśmy na początku nauki całkiem spore sukcesy. Nie rozumiem o co teraz chodzi....Ale się rozpisałam... Zmykam do łóżka... Dobrej nocy!

środa, 27 lipca 2011

Nie jest dobrze

W poniedziałek zaliczyłam kolejną wizytę u lekarza. W trakcie badania okazało się, że moja szyjka bardzo się skróciła. Generalnie gin stwierdził, że z jednej strony jest domknięta na styk, a w najdłuższym miejscu ma 19,9mm. Doktor stwierdził, że nie ma możliwości założenia pierścienia, bo praktycznie nie ma już na co. Dostałam leki zapobiegające dalszemu skracaniu (mam je brać 5 razy dziennie), a na kolejnej wizycie (za 3 tygodnie) lekarz zdecyduje, czy położy mnie u siebie na oddziale, czy wystarczy dalsze branie leków. Faktycznie czułam się od kilku tygodni nie najlepiej - pobolewał mnie brzuch, stawiał się, ale myślałam, że to wynik przemęczenia. Teraz zła jestem, że tak długo pracowałam - na zwolnieniu jestem od dzisiaj. 2 tygodnie wzięłam w czerwcu, ale to dlatego, że nasza niania się rozchorowała i musiałam zostać z Hanią. Planowałam pracować do końca lipca, ale w ostateczności przełożyłam wizytę o tydzień i teraz cieszę się, że to zrobiłam.
Jeśli chodzi o synka - rośnie jak na drożdżach. Waży obecnie ok 1630g i wszystkie parametry wskazują termin porodu na 15 -16 września (czyli jakieś 3 tygodnie wcześniej). Wiem, że to nic nie znaczy, ale pociesza mnie fakt, że w przypadku przedwczesnego porodu Szymek będzie miał większe szanse z wyższą masą urodzeniową. Ja liczę na to, ze leki wyhamują skracanie się szyjki i szczęśliwie donoszę synka.
Wczorajsza wizyta spowodowała, że powoli zaczynam szykować się do pobytu w szpitalu - nigdy nic nie wiadomo. Zamówiłam wczoraj na allegro 2 koszule nocne, za kilka dni udam się na większe zakupy, aby skompletować wstępną wyprawkę dla Małego oraz dla siebie. Postanowiliśmy też z Łukaszem, że zrezygnujemy z wesela, na które mieliśmy iść 20 sierpnia.
A co działo się przez ostatnie tygodnie? Zaliczyliśmy wspólny wypad nad morze, byliśmy z teściami oraz siostrą męża i jej rodzinką. Pojechaliśmy na 5 dni do miejscowości Wicie (między Darłówkiem a Jarosławcem). Wynajęliśmy dla naszej 9 domek holenderski. Ośrodek bardzo fajny, a koszt uważam, że naprawdę niewielki, bo za  dobę w szczycie sezonu płaciliśmy 200,00zł. Wyjazd udany, Hania była wniebowzięta morzem, ilością piasku oraz tym, że na codzień mogła przebywać z kuzynostwem. Ja też oderwałam się trochę od spraw codziennych, zwłaszcza związanych z pracą. Niestety już nad morzem momentami czułam się źle, bolał mnie brzuch, choć rytm dnia był naprawdę dopasowany do mojego stanu i mogłam dużo odpoczywać. W każdym razie cieszę się, że mogliśmy wyjechać choć na kilka dni i pobyć razem.
W jednym z wcześniejszych postów pochwaliłam się, jak to moje dziecko szybciutko załapało o co chodzi z nocnikiem. Niestety pospieszyłam się. Nie wiem co się stało, ale po tygodniu nastąpił zupełny regres - Hania całkowicie straciła zainteresowanie nocnikiem, a zaczęła znów walić w pampersa. Nie wiem, o co chodzi... Czy któraś z Was też tak miała?? Póki co, odpuszczam jej nocnikowanie i czekam na odpowiedni moment. Obawiam się, że  nie nastąpi to szybko, ponieważ lada moment w naszym domu pojawi się Maleństwo i jak w takiej sytuacji wytłumaczyć dwulatkowi, że braciszek może załatwiać się w pieluchę a ona nie...Czas pokaże...
Jestem bardzo ciekawa reakcji Hani na pojawienie się rodzeństwa. Codziennie opowiadam jej, że już niedługo do naszej rodziny dołączy mały dzidziuś, jej braciszek. Hania wie, że mamusia ma w brzuszku dzidziusia, całuje mnie po brzuchu, pyta co robi dzidzia. Zdarzyło się, że Szymon pokopał siostrę w kolanko, gdy razem spałyśmy w naszym łóżku. W tej chwili najbardziej boję się ewentualnego pobytu w szpitalu, bo nie wiem jak poradzę sobie z tęsknotą za Hanulą...
Nasza mała gwiazda rozśpiewała się nam na dobre - śpiewa wszystko co choć ze dwa razy usłyszy. Praktycznie ciągle coś podśpiewuje pod noskiem. Samodzielnie potrafi zaśpiewać "Panie Janie", "Kocham Cię, a ty mnie", "Wlazł kotek na płotek", przy innych piosenkach trzeba jej trochę pomóc. Zaskakuje mnie to, jak mała szybko zapamiętuje. Do tego pięknie opowiada, co robiła i widziała. Jej zasób słownictwa naprawdę mnie zadziwia. Nasza Mała Mądrala :)


Na koniec wspomnienie z wakacji...

czwartek, 7 lipca 2011

Nie potrafię spojrzeć w lustro...Jest mi wstyd... W chwili bezsilności uderzyłam własne dziecko...Dziecko, które ze zmęczenia popadło w taką histerię, z którą ja nie potrafiłam sobie poradzić... Nie potrafię nawet opisać tego co czuję... Jeden klaps i jak gdyby ktoś wylał mi kuebł lodowatej wody na głowę. Siedziałam i płakałam z własnym dzieckiem, a ona tak bardzo łkała i tuliła się do mnie....Nie wiem co się ze mną dzieje, od kilku tygodni czuję, że jestem emocjonalnym wrakiem, fizycznie też nie jest lepiej...Nie kontroluję gniewu, nie radzę sobie z emocjami...czuję, że spadam w dół...Nie wiem co się ze mną dzieje i gdzie szukać pomocy...

wtorek, 21 czerwca 2011

Rok i 9 miesięcy

Duma mnie rozpiera, gdy patrzę na moje dziecko...na dziecko, które nie jest już nieporadnym niemowlakiem, ale przebojową i niezwykle bystrą dziewczynką. W ciągu ostatnich kilku tygodni Hania stała się bardzo samodzielna, komunikatywna i ciekawska. Zawsze myślałam, że niespełna 2 - letnie dziecko jest jeszcze bardzo głupiutkie, nieporadne i zdane na pomoc innych, a tymczasem przekonuję się, że w przypadku mojego dziecka jest zupełnie inaczej. Dziś Hania kończy rok i 9 miesięcy, a tyle już potrafi:
  • do perfekcji opanowała sztukę samodzielnego jedzenia, posługuje się łyżką i widelcem,
  • mówi pełnymi zdaniami, właściwie można z nią porozmawiać jak z dorosłym,
  • najśmieszniejsze jest to, że mówi o sobie w rodzaju męskim - "robiłem, byłem..."
  • sama potrafi założyć sobie buty na rzepy, czapkę i bluzę,
  • samodzielnie myje rączki, buzię i zęby, podczas kąpieli gąbką myje sobie brzuszek, stópki, rączki i pupę,
  • od tygodnia mamy naukę nocnikowania - Hania nosi jeszcze w ciągu dnia pampersa, ale tylko dlatego, że ostatnio jest dość chłodno, a kilka dni temu podziębiła sobie pupę, Mała woła "pisiu:, robi kupkę do nocnika, a następnie bije sobie brawo i zwołuje wszystkich domowników, aby podziwiali jej "dzieło"
  • Hania jest niezwykle sprawna fizycznie, wszędzie jej pełno, wykonuje takie akrobacje, że aż dech w piersiach mi czasami zapiera,
  • Mała "śpiewa" proste piosenki i potrafi powiedzieć krótką rymowankę
  • uwielbia słuchać piosenek Fasolek i Natalki Kukulskiej
  • weszliśmy już w okres pytań, dotychczas najczęściej padało pytanie "Cio to?", a od dwóch dni słyszę tylko "A dlaciego?"
  • Hania używa zwrotów grzecznościowych, zwłaszcza "prosię" i "dziękuje", gdy wchodzimy do sklepu mówi "dzień dobly", a na wyjście "do dzienia" i kłania się przy tym w pas,
  • ulubione zabawy Małej to piaskownica i wizyty na placu zabaw, ponadto Hanka w dalszym ciągu pała wielką miłością do swojego kuzyna Mikołaja - żyć bez siebie nie mogą,
  • Hania wie, że w mamusi brzuszku mieszka jej braciszek - często spontanicznie przybiega i przytula się do brzucha, całuje go, głaszcze, a ja się nad tym rozpływam,
  • oczywiście zdarzają nam się ataki histerii, które jednak dość szybko mijają, na ogół Hania jest bardzo radosnym i pogodnym dzieckiem,
Długo mogłabym tak jeszcze pisać o moim Słoneczku, ale naprawdę trudno zebrać wszystko w jednym momencie - wiele rzeczy mi ucieka. Obiecuję, że w kolejnym poście napiszę co u nas i naszego Młodszego... Pozdrawiam wakacyjnie!

niedziela, 5 czerwca 2011

Dziś tylko tyle, reszta już wkrótce...

Moja Mała Kobietka :)

poniedziałek, 16 maja 2011

Po wizycie...

Dziś po raz kolejny zaliczyłam wizytę kontrolną u lekarza. To już końcówka 20 tygodnia, półmetek ciąży za nami... czas tak szybko pędzi...
Nasz synuś rośnie jak na drożdżach, waży już ok 360g. Pan Doktor obejrzał go z każdej strony, zajrzał mu ponownie między nóżki i w dalszym ciągu utrzymuje, że to chłopiec. Szyjka na szczęście trzyma się mocno, nie skraca się dalej, co mnie bardzo cieszy. Mam trochę gorsze wyniki morfologii, ale myślę, że to może być wynik przemęczenia. Do tego zaczyna się lekki stan zapalny dróg moczowych, a żeby temu zapobiec mam 2 razy dziennie łykać Żuravit. W dalszym ciągu miewam dołki psychiczne, brakuje mi czasu dla siebie, Hani i
Łukasza. W tym miejscu usłyszę z Waszych ust, że powinnam rzucić wszystko i iść na L4, ale ja naprawdę nie mogę teraz tego zrobić, bo świadomość, że zostawiłam w pracy tyle niedokończonych spraw dobiłaby mnie jeszcze bardziej i nie pozwoliła tak naprawdę odpocząć i odciąć się od tego wszystkiego, co zostawiłam za drzwiami swego biura. Zastanawiam się tylko, czy przyjdzie taki moment, że będę w pełni gotowa, aby odjeść na chorobowe. Głupie to wszystko...
A teraz kilka słów o naszym 1,8 - miesięcznym Szczęściu... To jak zachowuje się Hania, jak się zmieniła w ciągu ostatniego miesiąca... po prostu brak mi słów. Jest cudowna, najukochańsza i już tak bardzo samodzielna. Kocha nas wszystkich na zabój i ciągle to powtarza, przytula i całuje. Do tego gada jak najęta, pełnymi zdaniami, właściwie rozmawia się z nią, jak z dorosłym. Do perfekcji opanowała sztukę posługiwania się łyżką i widelcem, pięknie sama je, ubiera buciki, myje rączki, buźkę i ząbki. Coraz częściej kontroluje swoje potrzeby fizjologiczne, woła, że chce siusiu. Z całkowitym odstawieniem pieluch poczekam do wakacji, gdy zrobi się cieplej - majteczki już czekają w pogotowiu. Naszą zmorą jest uzależnienie od dydusia, ale i z tym sobie poradzimy. Córeczka dostarcza nam wiele radości, a mnie samą wielokrotnie doprowadziła do łez radości i wzruszenia. A teraz będziemy mieli to szczęście podwójnie :)

PS. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że nasz synek otrzyma imię SZYMON.

czwartek, 5 maja 2011

Kochane dziękuję za wszystkie dobre rady. Chyba mamy sytuację opanowaną, choć wczoraj wcale nie było mi do śmiechu. Wieczorem wylądowaliśmy z Małą na pogotowiu, ponieważ do ostrej biegunki doszły wymioty. Lało się z Hani obiema stronami niemiłosiernie. Na szczęście okazało się, że Mała nie była jeszcze odwodniona, choć przyszedł taki moment, że wszystko co wypiła natychmiast zwracała. Moja mała bidulka...Lekarz na pogotowiu przepisał nam zawiesinę regenerującą błonę żołądka i elektrolity, które Hania bardzo opornie pije, ale dziś rano w końcu okazało się, ze temperatura spadła, wymioty ustały, a biegunka znacznie mniej była nasilona. Mała miała dziś dużo więcej życia w sobie, broiła, jak zwykle, odstawiała histerię, więc to był sygnał, że nasze dziecko zdrowieje. Ponadto zaczęła w końcu po 3 dniach coś jeść - w ilościach mikroskopijnych, ale jednak. W zyciu nie myślałam, ze będę skakać z radości, jak Hania zje kawałek kinderka. Do tego zjadła kawałek banana, odrobinkę ziemniaków, a wieczorem po kąpieli domagała się kakao, choć wypiła go może ze 3 łyki. Do tego popijała na zmianę elektrolity z sokiem Kubusiem. Zważyłam dziś Małą i okazało się, że zjechała na wadze 1 kg. Taka się zrobiła szczuplutka, wydaje się drobniutka. Mam nadzieję, że najgorsze za nami.
A na dowód, że Mała wraca do formy:
Moja mama przekomarza się z Hanią...
- Haniu daj babci kawałek bananka...
- Nie cieś (nie chcesz)
- No podziel się z babcią banankiem...
- Bacia nie cieś...
Po chwili Hania podchodzi do dziadka, daje mu banana i mówi:
- Daj baci...
- Haniu daj babci sama bananka, babcia się ucieszy...
Hania podchodzi do babci i mówi:
- Bacia nie cieś bananka...
No i babcia banana nie posmakowała :)