czwartek, 22 września 2011

Pourodzinowo

W dalszym ciągu nie urodziłam i nic nie zapowiada, aby miało się to wydażyć w najbliższych dniach. Nie będę się nad sobą rozczulać i pisać jak mi źle z powodu oczekiwania na poród. Każda z Was, która tego doświadczyła wie co teraz czuję i myślę. Tego posta chciałabym poświęcić naszej Myszce, która wczoraj obchodziła 2 urodziny.
Impreza urodzinowa odbyła się w sobotę. Na uroczystości stawili się dziadkowie i chrześni. Razem było nas 13 osób. Niestety nie przyjechał ukochany kuzyn Hani - Bartuś (biedak rozchorował się na tyle poważnie, że nie było mowy o jego uczestnictwie w urodzinkach). Pomimo to Było fajnie i wesoło. Upiekłam tort czekoladowy i zrobiłam sernik na zimno, do tego były lody z bitą śmietaną i owoce. Na kolację przygotowałyśmy z moją mamą troszkę sałatek, zapiekanek i mięsa na ciepło. Oczywiście Hania najbardziej ucieszyła się z prezentów. Dostała kuchnię z akcesoriami, centrum pielęgnacji noworodka, zestaw małego lekarza, ubranka i pieniążki. Póki co, największą furorę robi kuchnia - Mała cały czas gotuje i karmi nas wszystkich. Inne zabawki jej schowałam, aby nie znudziła się za szybko.
Co mogę napisać o moim 2-latku? Pięknie mówi, śpiewa, recytuje wierszyki (szczególnie ukochała sobie wiersze Tuwima), sama je, próbuje się ubierać, choć wychodzi jej to troszkę niezdarnie. Pięknie załatwia się do nocnika, "wpadki" zdarzają się naprawdę sporadycznie. Mała przestała być też tak zaborcza w stosunku do mojej osoby - odpuściła mi trochę i swoje zainteresowanie przerzuciła na babcię i tatę. W dalszym ciągu ubóstwia mojego tatę - wieczory należą do nich. Zresztą takim samym uwielbieniem daży drugich dziadków, choć ich z racji miejsca zamieszkania widuje trochę rzadziej. Hania mówi wciąż, ze urodzi się dzidzia i że będzie ciągle płakała :) Staram się jej tłumaczyć, że dzidziusie nie tylko płaczą, ale ona i tak ma swoje teorie na ten temat - moja mała mądrala. Nasza córeczka jest cudownym, radosnym dzieckiem. Póki co, nie ma jakichś szczególnie zaostrzonych objawów "buntu dwulatka". Zazwyczaj jest grzeczna, czasem marudzi, gdy jest przemęczona. Kochamy ją nad życie i nie wyobrażamy sobie życia bez niej!

Czekam na gości

Ale duuuża paka

poniedziałek, 12 września 2011

Spa(ni)kowana

Torba do szpitala czeka, ja też... Będąc z Hanią w ciąży spakowałam się na 3 dni przed pójściem do szpitala, może i tym razem to się sprawdzi... Od wczoraj czuję się podenerwowana, mam kołatania serca, uderzenia gorąca. Nie wiem, czy jest to spowodowane odstawieniem leków, czy może to jednak oznaki zbliżającego się porodu. Do tego chyba opadł mi brzuch, Mały słabiej się rusza... Boże, jak ja chciałabym już mieć to wszystko za sobą... Niestety to wszystko może potrwać jeszcze nawet 4 tygodnie...
Z innej beczki... Chciałabym zrobić porządki w swoich linkach, sporo z nich jest już nieaktualnych. Jeśli ktoś do nas zagląda, a prowadzi własnego bloga, to zostawcie w komentarzu namiary. Chętnie do Was zajrzę.

czwartek, 8 września 2011

Ostatnia prosta!

Jestem po ostatniej wizycie u mojego gina. Szyjka zgładzona, rozwarcie na 2 cm, łożysko dojrzałe... Mały waży 3300g więc spokojnie może pchać się na świat. Lekarz kazał mi do końca tygodnia stopniowo odstawić leki i stwierdził, że w jego opinii powinniśmy się spotkać w przyszłym tygodniu. Niestety wiem, że często jest tak, że po odstawieniu leków poród wcale nie musi wystąpić natychmiast. Wiele jest takich przypadków, że ciąże po fenoterolu są przenoszone. Mój doktor upiera się jednak, że do wyznaczonego terminu na pewno nie donoszę. Zobaczymy. Teraz to już się chyba wezmę za pakowanie torby do szpitala, bo wciąż jeszcze nie jestem spakowana. Mam wszystko przygotowane, więc nawet w przypadku porodu, zdążę się spakować. Mam tylko nadzieję, ze w razie czego mój małżonek zdąży wrócić z trasy, abyśmy mogli po raz drugi wspólnie doświadczyć "cudu narodzin" :) Przed porodem chciałabym jeszcze załatwić dwie sprawy - zaliczyć zjazd na podyplomówce (choć jeden dzień w tą sobotę) oraz wyprawić Hani 2 urodzinki. Chciałabym, aby odbyły się one zanim Mały pojawi się na świecie, żeby czuła, że jest to tylko jej święto. Wiadomo, jak to będzie, gdy wrócimy z Synkiem ze szpitala - uwaga rodziny będzie skupiona na nim, a ja chcę aby Hania w dalszym ciągu czuła się ważna. Ustaliłam, że nie będę wyprawiać żadnej wielkiej imprezy, ograniczę się do kawy i ciasta. Hanulka wie, że będzie miała urodzinki, będzie tort, prezenty i goście.
W związku ze zbliżającymi się drugimi urodzinami Hanki we wtorek zaliczyliśmy bilans 2-latka. Hania waży 13 kg i ma 92 cm wzrostu. Oczywiście, jak jechałyśmy do przychodni to zgrywała bohaterkę, ale przy samym osłuchiwaniu wpadła w okropną histerię, która zakończyła się z chwilą odejścia od niej pediatry. Mała spryciula nawet pomachała na odchodne panu doktorowi. Oczywiście od momentu wyjścia z przychodni wszystkim opowiada, że "płakałem u doktora" (Hania wciąż mówi o sobie w rodzaju męskim). Dziś gdy wróciłam od gina mnie też zapytała, czy płakałam u doktora :) Rozczula nas ta nasza mała Pchełka. Wczoraj doprowadziła moją mamę do łez, gdy pakując się na kolana wymusiła na niej przeczytanie po raz setny przygód Kubusia Puchatka, gdzie sama mówiła z pamięci tekst i dokańczała wszystkie zdania. Zadziwia mnie jej pamięć - potrafi powiedzieć z pamięci fragmenty "Lokomotywy" i innych wierszyków. Wystarczy, że usłyszy jakiś ze 2-3 razy i już potrafi kończyć zdania. Cieszy mnie, ze tak bardzo lubi, gdy się jej czyta, potrafi skupić się nad tym z godzinę, a swoimi książeczkami atakuje wszystkich, którzy pojawią się na jej drodze. Naszym wieczornym rytuałem stało się czytanie książeczek, bez tego nie ma mowy o spaniu. Hania wycisza się i po chwili zasypia. Ponadto Mała regularnie odwiedza ze mną i babcią bibliotekę i wypożycza książeczki. Do tego wciąż domaga się pójścia do przedszkola, co wieczór kąpie się, bo "jutro idę do przedszkola". Niestety musi jeszcze rok poczekać.
Boże, kocham to moje dziecko nad życie i już nie mogę doczekać się, kiedy do naszej rodziny dołączy drugie Słoneczko.
Zmykam do łóżeczka kontynuować przerwany sen :) Dobranoc, albo dzień dobry, jak kto woli :)

piątek, 2 września 2011

Czy zaznam kiedyś wewnętrznego spokoju???

Zadaję sobie to pytanie za każdym razem, kiedy coś zaczyna się pieprzyć. Najczęściej chodzi o Łukasza pracę. Czy naprawdę zawsze musi być tak, że kiedy już myślę, ze wszystko układa się po naszej myśli, robimy jakieś plany, to zaczyna się pier... Mój mąż w kwietniu zmienił pracę, w poprzedniej pracował przez 6 miesięcy bez umowy, więc gdy nadażyła się okazja nie zastanawiał się wiele i zmienił firmę. W końcu zaczął robić to, co najbardziej kocha - jeździć. Na początek dostał umowę na 1/2 etatu na czas nieokreślony z zapewnieniem, że za 3-4 miesiące otrzyma na cały etat. Ucieszyłam się, gdy w sierpniu zaproponowano mu umowę na pełen etat. Ma ją dostać od września, tylko, że oboje widzimy, że w tej firmie zaczyna się źle dziać. Jest coraz mniej wyjazdów, a wiadomo, że im mniej przejechanych km, tym pieniądze mniejsze. Boże, modlę się, żeby był to tylko okres przejściowy, bo nie chcę po raz kolejny przeżywać tego, co już kilkukrotnie było mi dane. Wiadomo, mieszkamy z moimi rodzicami, więc widzą, że Łukasz nie pojechał w trasę, choć powinien. I już zaczęły się w moją stronę komentarze mojej mamy typu: "taka praca to mi się nie podoba". Najgorsze jest to, że wczoraj szef zapewniał, go, że dziś pojedzie (choć powinien wczoraj), a dziś dzwonił, że nie wiadomo, czy trafi mu się jakiś wyjazd. W tym tygodniu zaliczył 2 krótkie trasy i praktycznie od środy rano siedzi w domu. Najbardziej dobija mnie to, że wszystkie komentarze kierowane są w moją stronę i to ja nie dość, że denerwuję się sytuacją w firmie, to jeszcze dobiją mnie takie sytuacje. Całe życie muszę się przed kimś tłumaczyć, robić dobrą monę do złej gry, moje życie polega na zadowalaniu innych, ale ja już tak dłużej nie mogę... nie daję rady. Wykańczam się psychicznie w relacjach z rodzicami i moim mężem. Nie chcę nikogo skrzywdzić, ani robić przykrości, ale do cholery, gdzie w tym wszystkim jestem JA??? :(

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Feministycznie

Rozmowa z Hanią podczas wczorajszej kąpieli:
Hania: Nie lubię tatusi!
Ja: Dlaczego nie lubisz tatusia?
Hania: Bo jest brzydki!
Ja: Ale dlaczego uważasz, że jest brzydki?
Hania: Bo jest chłopak! :)

Takie same odpowiedzi padały w sprawie dziadka, wujka, kuzynów itp...

I tak oto moja mała feministka podsumowała wszystkich znanych jej osobników płci męskiej! :)

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Dziękuję wszystkim tym, którzy modlili się  w intencji mojego wujka. Jednocześnie przepraszam, ze nie odpisuję na komentarze, ale mam ostatnio tyle na głowie, że nie starcza mi czasu na nic.
Wujek jest po operacji, czuje się trochę lepiej, choć jest bardzo obolały. Usunięto mu pół metra jelita grubego, guz był ogromny, miał 10 cm, wycięto mu ponadto trochę węzłów chłonnych i oczyszczono trzustkę (guz opierał się o ten narząd, więc profilaktycznie ją czyszczono). Węzły poszły do badania do Poznania, ponieważ lekarz uważa, że możliwe jest, że nie były jeszcze zajęte przez raka tylko miały jakiś stan zapalny. Na szczęście okazało się, że wątroba jest czysta, nie ma na niej żadnych zmian nowotworowych. W opinii lekarzy rokowania są pomyślne, teraz jeszcze czeka wujka chemioterapia... Póki co udało się uniknąć stomii, jednak jeśli rany wewnątrz brzucha nie będą się prawidłowo goić, to może jeszcze dojść do takiego zabiegu. Wujek jest pozytywnie nastawiony, ma sporo wsparcia ze strony najbliższych. Ciocia od tygodnia spędza przy jego łóżku całe dnie, tylko na spanie wraca do domu, dzieciaki zajmują się gospodarką. Wierzę, ze wszystko się jakoś ułoży...
Synuś jest już dużym chłopcem, w ciągu 3 tygodni przybrał prawie kg, na wizycie ważył 2500g. Lekarz cieszy się, że dobrze przybiera, bo to jest ważne w razie przedwczesnego porodu. Pytałam też, czy nie widzi żadnych przeciwwskazań przed pójściem na wesele do mojej kuzynki, na co on odpowiedział, że nie jeśli nie będę tańczyć kankana, to on nie widzi przeszkód. I tak w ta sobotę bawiliśmy się u mojej kuzynki na weselisku. Było to dla mnie troszkę nietypowe wesele, ponieważ Państwo Młodzi są już dość statecznymi ludźmi - Ala ma 36 lat, natomiast jej obecny małżonek 44, ale wesele było naprawdę przednie i pomimo mojego stanu wybawiłam się całkiem nieźle.  Ślub i wesele odbyły się w pałacyku Ignacego Mościckiego w Runowie. Tam też mieliśmy zapewniony nocleg w pokojach hotelowych. W każdej chwili mogłam iść się położyć i odpocząć. Na samym weselu okazało się, że to nie ja pierwsza odpadłam, a mój małżonek. Dostał takiego bólu zęba, że o godzinie 1.30 mieliśmy po zabawie. Nawet wódka weselna nie była w stanie go znieczulić. Wracając z wesela zahaczyliśmy o dentystę, który wyrwał mu  tego nieszczęsnego zęba. Podsumowując - niech żałują ci, którzy nie byli.
My powoli przygotowujemy się do przyjścia na świat naszego drugiego potomka. Dostarczono nam już kołyskę wraz z wyposażeniem, przebrałam ciuszki po małej, które mogę wykorzystać dla Szymka, dokupiłam troszkę nowych. W środę wybiorę się jeszcze z mamą na zakupy, aby dokupić trochę pierdołów do szpitala. Muszę się przygotować, bo nigdy nic nie wiadomo. Hanię też już trochę obkupiłam na jesień, bo później mogę już nie mieć okazji. Jeśli chodzi o naszą Pierworodną, to muszę się pochwalić, że już na dobre pożegnaliśmy się z pampersowaniem w dzień, teraz zakładam jej pieluchę tylko na noc, choć mała się burzy. Hania już 3 tydzień pięknie załatwia się na nocnik, teraz już nawet przypominać jej nie trzeba. Sama go sobie przynosi, ściąga majteczki i wylewa zawartość do kibelka. Jestem z niej taka dumna! Moja córka zaskoczyła mnie jeszcze czymś - po roku czasu od odstawienia od piersi przypomniała sobie, ze mama ma cycucha i przez parę wieczorów domagała się mleczka. Szczęka mi opadła, bo od momentu odstawienia, nie upomniała się nigdy, aż do teraz. Ona chyba czuje, że szykują się wielkie zmiany w jej życiu. Ja sama coraz bardziej obawiam się jej reakcji na pojawienie się braciszka. Mała stała się w stosunku do mnie bardzo zaborcza, domaga się ciągle mojej obecności, gdy tylko zniknę jej na chwilę z oczu, wpada w histerię. Nawet Łukasza odpycha, choć on stara się z nią spędzać jak najwięcej czasu. Tłumaczymy jej, co niedługo nastąpi, nawet kupiliśmy specjalną książeczkę o pojawieniu się dzidzusia w domu. Na chwile obecną nie jestem jednak w stanie przewidzieć jej reakcji. Mam nadzieję, ze szybko zaakceptuje brata i pokocha go całym serduszkiem.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Trudne chwile...

Nasza rodzina przeżywa trudne chwile. U najmłodszego brata mojego taty wykryto nowotwór jelita grubego. Jutro operacja. Nie wiemy jakie są rokowania, czy nie ma przerzutów do wątroby. Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Jeszcze miesiąc temu nic nie zapowiadało, że będziemy przeżywać tak ciężkie chwile, teraz modlimy się i wierzymy, że wujek z tego wyjdzie...Ma dopiero 44 lata i pięcioro dzieci. Wszyscy bardzo mocno się kochają, całe dnie spędzają z nim w szpitalu... Jestem przekonana, że będzie dobrze, musi być! Proszę pomódlcie się w jego intencji...

środa, 3 sierpnia 2011

Urodziny, rocznica i takie tam...

Czas tak szybko ucieka... W ostatnim poście zapomniałam napisać, że zaraz po powrocie znad morza obchodziłam 28 urodziny. Nie wyprawiałam żadnej imprezy, bo po urlopie nie miałam na to siły, tym bardziej, że wróciliśmy w niedziele po południu, a już w poniedziałek wróciłam do pracy. W związku z tym, że wczoraj obchodziliśmy 3 rocznicę ślubu postanowiliśmy, że małą imprezkę rocznicowo - urodzinową wyprawimy 31 lipca (czyli odbyła się w minioną niedzielę). Zaczęliśmy od mszy w kościele, a po zaprosiliśmy teściów, moich rodziców i szwagierkę z rodziną na uroczysty obiad, który przeciągnął się do kolacji :) Mój brat nie był obecny, ponieważ razem z moją bratową byli na weselu. Było bardzo fajnie, w ramach prezentu dostaliśmy pieniążki, które chciałabym przeznaczyć na nowy dywan do salonu. W ramach prezentu urodzinowego również dostałam kasę, za którą na chwilę obecną zakupiłam 2 torebki, a za resztę kupię sobie chyba nowe kwiaty na kwietnik do salonu i nowe firanki do sypialni. W ogóle włączył mi się syndrom "wicia gniazda", bo choć ostatnie dni ledwo nogi za sobą ciągałam, to przedwczoraj i wczoraj dostałam takiego powera do sprzątania, że szok. Po wysprzątaniu wszystkich szaf, szuflad i szafeczek okazało się, że mamy w nich całkiem sporo wolnego miejsca. Ponadto przebrałam wszystkie rzeczy po Hani i wybrałam z nich te, które mogę zostawić dla Szymka, a resztę zapakowałam dla mojej kuzynki, która miesiąc temu urodziła córeczkę.
Co do mojego samopoczucia -  po lekach czuję się troszkę lepiej, bóle brzucha choć nie ustały, to jednak trochę się zmniejszyły. Mam nadzieję, że szyjka trzyma się mocno i szpital mnie ominie. W razie czego zakupiłam niezbędne rzeczy do szpitala - przezorny zawsze ubezpieczony. W domu na zwolnieniu jest mi cudownie - strasznie żałuję, że dałam się wmanewrować w ten cholerny projekt, który sprawił, że przypłaciłam to wszystko własnym zdrowiem i naraziłam zdrowie swojego dziecka. Niestety na jeszcze jeden dzień muszę wrócić do pracy, ale tylko i wyłącznie dla własnego lepszego samopoczucia. Jest jeszcze sporo spraw, które nade mną wiszą i nie potrafię spokojnie w domu siedzieć, wiedząc, ze są nie dokończone.
Nasz synuś jakby się troszkę ostatnio uspokoił - nie szaleje już tak w brzuchu, teraz raczej przeciąga się i czasem zapoda mamusi kopniaczka. Cały czas staram się przygotowywać Hanią na pojawienie się braciszka - opowiadam jej co robi w brzuszku, pokazuję zdjęcia noworodków i tłumaczę, że wkrótce taki dzidziuś zamieszka w naszym domku. W przyszłym tygodniu chcę zabrać Hankę do mojej kuzynki, aby mogła zobaczyć mała Tosię. Jestem bardzo ciekawa reakcji Małej...
Z naszej Hanuli zrobiła się mała mądrala - w pozytywnym tego słowa znaczeniu. W ciągu miesiąca bardzo się zmieniła, zyskała wiele nowych umiejętności - doskonale radzi sobie z samodzielnym jedzenie, nie wymaga karmienia, pije z kubeczka, butlę porzuciła już dawno. Ponadto widać, że rozwija się jej wyobraźnia, bo potrafi przeprowadzać "rozmowy" przez komórkę - opowiada co robiła, lub wymyśla jakieś historie. Zachowuje się przy tym, jak mała aktorka. Mała potrafi powiedzieć krótki wierszyk, śpiewa masę piosenek, właściwe buzia jej się nie zamyka, tylko cały czas śpiewa. Pokochała też oglądanie bajek - zwłaszcza jednej - "Listonosza Pata" oglądałaby na okrągło. Oczywiście staram się jej dozować czas spędzany przed telewizorem stosownie do wieku. Niestety jeśli chodzi o nocnikowanie to brak jakichkolwiek postępów, ale tym razem jej nie odpuszczę. Hania jest mądrą dziewczynką i wie o co chodzi z nocnikiem, tym bardziej, że zanotowaliśmy na początku nauki całkiem spore sukcesy. Nie rozumiem o co teraz chodzi....Ale się rozpisałam... Zmykam do łóżka... Dobrej nocy!

środa, 27 lipca 2011

Nie jest dobrze

W poniedziałek zaliczyłam kolejną wizytę u lekarza. W trakcie badania okazało się, że moja szyjka bardzo się skróciła. Generalnie gin stwierdził, że z jednej strony jest domknięta na styk, a w najdłuższym miejscu ma 19,9mm. Doktor stwierdził, że nie ma możliwości założenia pierścienia, bo praktycznie nie ma już na co. Dostałam leki zapobiegające dalszemu skracaniu (mam je brać 5 razy dziennie), a na kolejnej wizycie (za 3 tygodnie) lekarz zdecyduje, czy położy mnie u siebie na oddziale, czy wystarczy dalsze branie leków. Faktycznie czułam się od kilku tygodni nie najlepiej - pobolewał mnie brzuch, stawiał się, ale myślałam, że to wynik przemęczenia. Teraz zła jestem, że tak długo pracowałam - na zwolnieniu jestem od dzisiaj. 2 tygodnie wzięłam w czerwcu, ale to dlatego, że nasza niania się rozchorowała i musiałam zostać z Hanią. Planowałam pracować do końca lipca, ale w ostateczności przełożyłam wizytę o tydzień i teraz cieszę się, że to zrobiłam.
Jeśli chodzi o synka - rośnie jak na drożdżach. Waży obecnie ok 1630g i wszystkie parametry wskazują termin porodu na 15 -16 września (czyli jakieś 3 tygodnie wcześniej). Wiem, że to nic nie znaczy, ale pociesza mnie fakt, że w przypadku przedwczesnego porodu Szymek będzie miał większe szanse z wyższą masą urodzeniową. Ja liczę na to, ze leki wyhamują skracanie się szyjki i szczęśliwie donoszę synka.
Wczorajsza wizyta spowodowała, że powoli zaczynam szykować się do pobytu w szpitalu - nigdy nic nie wiadomo. Zamówiłam wczoraj na allegro 2 koszule nocne, za kilka dni udam się na większe zakupy, aby skompletować wstępną wyprawkę dla Małego oraz dla siebie. Postanowiliśmy też z Łukaszem, że zrezygnujemy z wesela, na które mieliśmy iść 20 sierpnia.
A co działo się przez ostatnie tygodnie? Zaliczyliśmy wspólny wypad nad morze, byliśmy z teściami oraz siostrą męża i jej rodzinką. Pojechaliśmy na 5 dni do miejscowości Wicie (między Darłówkiem a Jarosławcem). Wynajęliśmy dla naszej 9 domek holenderski. Ośrodek bardzo fajny, a koszt uważam, że naprawdę niewielki, bo za  dobę w szczycie sezonu płaciliśmy 200,00zł. Wyjazd udany, Hania była wniebowzięta morzem, ilością piasku oraz tym, że na codzień mogła przebywać z kuzynostwem. Ja też oderwałam się trochę od spraw codziennych, zwłaszcza związanych z pracą. Niestety już nad morzem momentami czułam się źle, bolał mnie brzuch, choć rytm dnia był naprawdę dopasowany do mojego stanu i mogłam dużo odpoczywać. W każdym razie cieszę się, że mogliśmy wyjechać choć na kilka dni i pobyć razem.
W jednym z wcześniejszych postów pochwaliłam się, jak to moje dziecko szybciutko załapało o co chodzi z nocnikiem. Niestety pospieszyłam się. Nie wiem co się stało, ale po tygodniu nastąpił zupełny regres - Hania całkowicie straciła zainteresowanie nocnikiem, a zaczęła znów walić w pampersa. Nie wiem, o co chodzi... Czy któraś z Was też tak miała?? Póki co, odpuszczam jej nocnikowanie i czekam na odpowiedni moment. Obawiam się, że  nie nastąpi to szybko, ponieważ lada moment w naszym domu pojawi się Maleństwo i jak w takiej sytuacji wytłumaczyć dwulatkowi, że braciszek może załatwiać się w pieluchę a ona nie...Czas pokaże...
Jestem bardzo ciekawa reakcji Hani na pojawienie się rodzeństwa. Codziennie opowiadam jej, że już niedługo do naszej rodziny dołączy mały dzidziuś, jej braciszek. Hania wie, że mamusia ma w brzuszku dzidziusia, całuje mnie po brzuchu, pyta co robi dzidzia. Zdarzyło się, że Szymon pokopał siostrę w kolanko, gdy razem spałyśmy w naszym łóżku. W tej chwili najbardziej boję się ewentualnego pobytu w szpitalu, bo nie wiem jak poradzę sobie z tęsknotą za Hanulą...
Nasza mała gwiazda rozśpiewała się nam na dobre - śpiewa wszystko co choć ze dwa razy usłyszy. Praktycznie ciągle coś podśpiewuje pod noskiem. Samodzielnie potrafi zaśpiewać "Panie Janie", "Kocham Cię, a ty mnie", "Wlazł kotek na płotek", przy innych piosenkach trzeba jej trochę pomóc. Zaskakuje mnie to, jak mała szybko zapamiętuje. Do tego pięknie opowiada, co robiła i widziała. Jej zasób słownictwa naprawdę mnie zadziwia. Nasza Mała Mądrala :)


Na koniec wspomnienie z wakacji...

czwartek, 7 lipca 2011

Nie potrafię spojrzeć w lustro...Jest mi wstyd... W chwili bezsilności uderzyłam własne dziecko...Dziecko, które ze zmęczenia popadło w taką histerię, z którą ja nie potrafiłam sobie poradzić... Nie potrafię nawet opisać tego co czuję... Jeden klaps i jak gdyby ktoś wylał mi kuebł lodowatej wody na głowę. Siedziałam i płakałam z własnym dzieckiem, a ona tak bardzo łkała i tuliła się do mnie....Nie wiem co się ze mną dzieje, od kilku tygodni czuję, że jestem emocjonalnym wrakiem, fizycznie też nie jest lepiej...Nie kontroluję gniewu, nie radzę sobie z emocjami...czuję, że spadam w dół...Nie wiem co się ze mną dzieje i gdzie szukać pomocy...