czwartek, 15 grudnia 2011

Próbujemy ogarnąć sytuację...

Dziękuje Wam kochane za cenne wskazówki. Z Michałkiem jest ciut lepiej. Wczoraj do południa było całkiem dobrze, po południu znów płakał, nie mógł puścić bączka. Mój tata kupił w aptece zwykły koperek do zaparzania i taką właśnie herbatkę będę Małemu podawała. Wieczorem usnął o 20.30 i spał do 0.30. Potem mleczko z cycusia i dalej spał. Do rana karmiłam go jeszcze 2 razy. Michaś spał bardzo spokojnie i sporo sobie prutał. Rano wstał pogodny i uśmiechnięty, bączki ładnie schodziły. Teraz znowu popłakuje, prężny się, choć gazy mu odchodzą. Przed chwilą Malutki usnął mi na rękach, mam nadzieję, że trochę pośpi, bo jest zmęczony płaczem. Ja przeszłam na ścisłą dietę. Wyeliminowałam całkowicie produkty mleczne, orzechy, czekoladę, kakao, cytrusy. Jem owsiankę na wodzie z jabłuszkiem, gotowanego kurczaka, gotowaną marchewkę, buraczki, kaszę gryczaną, pieczywo pełnoziarniste, w małej ilości banany, dżem z czarnej porzeczki. Nie wiem, co jeszcze mogłabym... Może któraś z Was mi podpowie? Tęsknię już za brokułami, kalafiorem, ale z uwagi na wzdęcia boje się je już wprowadzać. Koniecznie chcę utrzymać karmienie piersią, wiec muszę tę moją dietę trochę rozszerzyć. Mimo wszystko postanowiłam dziś pojechać z synkiem do lekarza. Mama mojego kolegi z pracy jest bardzo dobrym pediatrą, wspaniałym lekarzem z wieloletnim doświadczeniem. Niestety przyjmuje tylko prywatnie, ale za wizytę bierze tylko 30 zł (potrafi też nie wziąć pieniędzy jeśli widzi, że komuś się nie przelewa). Mam nadzieję, ze coś nam poradzi...
Martwi mnie jeszcze jedna rzecz  - Michał we wtorek rano zrobił ostatnią kupkę... Od tego czasu kilka razy tylko minimalnie pobrudził pieluszkę. Nie wiem czy to jest normalne, może dlatego też boli go brzuszek? Sama nie wiem...
Ps. Obecna sytuacja zmotywowała mnie do diety - mam nadzieję, że i mnie uda się na tym skorzystać. Po ciąży waga stoi w miejscu jak zaklęta. Do zrzucenia mam jakieś 15kg... :(

wtorek, 13 grudnia 2011

Wymiękam!

Już nie wiem co mam robić... Nie mogę patrzeć jak moje dziecko zanosi się w niebogłosy i wierzga nóżkami. Kilkanaście dni temu Michała wysypało na buźce, głównie czoło i policzki, do tego poliki zrobiły mu się takie szorstkie... Od wczoraj ma mega wzdęcia, płacze przy każdym karmieniu, a ja razem z nim. Ma problemy z puszczaniem bączków, kupy też robi rzadziej, a do tego są one dziwne - wodniste, śluzowate. Wczoraj wieczorem przepłakał od 20.00 do 0.30. Noc minęła w miarę spokojnie, jednak całe przedpołudnie też był niespokojny, mało spał i płakał. Popołudnie tak w miarę, a dzisiejszy wieczór znów płacz - Mały usnął 20 min temu, utulony przez moją mamę, bo ja już nie mam siły go nosić (waży 7 kg). Podejrzewał alergię pokarmową, więc od dziś jestem na restrykcyjnej diecie. Poczekam kilka dni i zobaczymy co dalej. Jeśli się nie poprawi, to pojedziemy do lekarza. Nie mam już siły... Wysiadam fizycznie i psychicznie!
Ps. Czy któraś z Was podawała dzieciom wodę koperkową?

niedziela, 4 grudnia 2011

Dziecka śpią, mąż w drodze do Berlina, a ja delektuję się ciszą w domu... Nie mam siły na długaśne posty, chciałam się tylko pochwalić, że obroniłam dziś na 5 moją pracę podyplomową i w ten oto sposób zakończyłam kolejny etap mojej edukacji. Ukończenie tych studiów daje mi mozliwość ubiegania się o stanowiska kierownicze. Niestety nie należę do osób, które nadawały by się do kierowania innymi ludźmi. Chociaż kto wie, co nas w życiu spotka... Zaraz zmykam pod prysznic i idę pod kołderkę...
Ps. Zapomniałam ostatnio napisać, że kilka tygoni temu Hania definitywnie pożeganała się ze swoimi smoczkami co nie oznacza, że nie podbiera czasem dydusia Michasiowi :)
A oto obiecane zdjęcia:



środa, 30 listopada 2011

Jestem, jestem...

... i nadrabiam zaległości. Moja dłuższa nieobecność tutaj spowodowana była totalnym brakiem czasu. Kończę moją podyplomówkę i ostatnie tygodnie poświęciłam na pisanie pracy. Nie jest t o łatwe przy dwójce dzieci, ale dałam radę. W sobotę oddałam pracę na uczelni, a 4.12.2011 czeka mnie obrona. W międzyczasie odbyło się u nas "pępkowe" - impreza z ludźmi z mojej pracy oraz chrzciny Michałka.
Chrzest miał miejsce 20 listopada. Pogoda dopisała, choć zawsze obawiałam się takiej uroczystości w listopadzie. Michał przespał calutką mszę, nawet polanie główki wodą święconą. Do tego w czasie mszy zwalił wielką mega kupę, którą czuć było chyba w całym kościele :) Uroczystość odbyła się u nas w domku, zamówiłam catering, więc nie musiałam walczyć w kuchni. Przygotowałyśmy z mamą ciasto, tort upiekła moja ciocia. Było bardzo gwarno, troje 2-3 latków dało o sobie znać :) Grunt, że wypędziliśmy z synusia diabełka...
Michał skończył 2 miesiące...kiedy to zleciało... nie wiem. Waży 6800g i nosi ubranka w rozmiarze 68-74. W czasie szczepienia pediatra stwierdziła, że wygląda jak półroczne niemowlę. W ciągu niespełna miesiąca przybrał 1800g. Lekarka nie chciała uwierzyć, że jest karmiony tylko piersią. Misiu cudownie się do nas uśmiecha i gada po swojemu. Zaczął rączki wkładać do buźki i je ssać. Mój mały mężczyzna. 
Hanulka już całkowicie zaakceptowała pojawienie się braciszka. Nazywa go "mój mały prezesik". Zawsze rano kładę Michasia do naszego łóżka, a ona obcałowuje go z każdej strony i "czyta" mu swoje książeczki. Mały wodzi za nią wzrokiem i próbuje zagadywać. Michaś zaczyna coraz dłużej spać w nocy. Już 3 nocki przespał mi po 5-6 godzin pod rząd. W końcu, bo już naprawdę miałam kryzys, gdy budził się co 1,5 godziny. Mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej.
Już niedługo święta, nie mogę się ich doczekać. Jakoś inaczej jest, gdy są już dzieci. Od kilku dni szukam pomysłów na prezenty dla dzieci. Na razie zamówiłam na allegro namiot w Auta dla Bartusia (chrześniak męża), laptopa dla Hani, warsztat z narzędziami dla Mikołaja (mój chrześniak), piłki do skakania dla Hani i Mikołaja, piłkę zachęcającą do raczkowania dla Michała. Emilka i Julka to duże pannice więc dostaną coś do ubrania. Teściowe dostaną od nas rower rehabilitacyjny (robimy zrzutę), nie mam niestety pomysłu na prezent dla rodziców. Mój mąż dostanie... a nie powiem, bo może to przeczytać :) Mam nadzieję, że da w pracy "karpiowe", bo inaczej będzie cienko :) 
A zapomniałabym... idziemy w tym roku na Sylwestra. Impreza jest organizowana przez mój zakład pracy. Koszty będą pokryte z funduszu socjalnego (240zł od pary). Żal byłoby nie skorzystać. Moja mama sama zaoferowała, że zajmą się z tatą dziećmi, a my mamy iść. Nie miałam sumienia sama jej o to pytać, bo co roku chodzili na zabawę sylwestrową, więc myślałam, że i w tym roku pójdą. Stwierdzili jednak, że ten rok sobie odpuszczą... Cieszę się, już nie mogę się doczekać. 
Na razie tyle... Gdy zgram zdjęcia dzieciaków, to wrzucę na bloga.
PS. Hania zaliczyła pierwszą wizytę u fryzjera - efekt piorunujący :)

środa, 26 października 2011

Jesteś już z nami miesiąc Syneczku!

Czas płynie tak szybko...Mam wrażenie, że Michaś dopiero pojawił się na świecie, a dziś już kończy miesiąc. Maleńki waży 5400g i jest już z niego kawał chłopa. Wciąż jest karmiony tylko cycusiem, je krótko, ale często - w dzień i w nocy średnio co 1,5-2 godzinki. W dzień śpi coraz mniej, a chwile czuwania najchętniej spędza na rękach u któregoś z członków rodziny... Niestety  pomimo podawania kropli Sab simplex kolki nie odpuściły do końca - dziś Michaś przepłakał całe popołudnie. Już sama nie wiem, co jeść... Musimy to jakoś przetrwać.
20 listopada mamy chrzciny. Byliśmy już u księdza, zamówiliśmy catering. Musimy jeszcze zamówić tort, kupić ubranko do chrztu i różne potrzebne akcesoria. Przed chrzcinami 12 listopada czeka mnie jeszcze zorganizowanie "pępkowego" dla ludzi z pracy. Jest u nas taka tradycja, ze gdy któraś z pracownic rodzi dziecko, to zakład robi zrzutę na prezent i przyjeżdża delegacja z szefową na czele. Przygotuję jakąś kolacyjkę, postawię wódeczkę, niech wypiją zdrowie naszego Synka.
Zaliczyłam już całodniowe rozstanie z Michasiem. W sobotę byłam na zjeździe podyplomówki. Mały był karmiony moim odciągniętym mlekiem, a raz dostał butlę Bebiko. Gorzej było z moimi piersiami. W trakcie zajęć musiałam 3 razy odciągać pokarm. Teraz na zjazd jadę 5, 8, 19, 26 listopada, a obronę pracy mam 4 grudnia. Pracy jeszcze nie ruszyłam, ale z tym sobie poradzę.
Hanulka powoli oswaja się z nową sytuacją. Przestała sikać w majtki, znów sama się załatwia. W dalszym ciągu jednak strasznie broi, czym próbuje zwrócić na nas swoją uwagę. Mimo wszystko jest kochana, często rozbawia nas do łez. Moje szkraby kochane...
Na koniec kilka zdjęć...




sobota, 15 października 2011

 Na wstępie dziękuję wszystkim za gratulacje z okazji narodzin synka. Jak zawsze, jesteście kochane... Nie spodziewałam się, że tyle osób do nas zagląda!
Dzieciaki już dawno śpią, mąż u teściów, a ja mam chwilę dla siebie... Jakoś pomału układamy sobie to nasze życie we czworo. Hania wciąż super traktuje brata, ale jego pojawienie jednak wpłynęło na jej zachowanie. Córunia przede wszystkim znów zaczęła sikać w majtki i robić kupę. Zdarza jej się to kilka razy dziennie. Początkowo reagowałam złością, dopiero potem zrozumiałam, że krzykiem nic nie zdziałam. Muszę to przeczekać i starać się nie reagować. Chwalimy ją gdy tylko załatwi się na nocnik lub do kibelka. Ponadto zaczęła urządzać nam straszne histerie, które doprowadzały mnie do szału. Odpukać, od 2 dni nie miała ona miejsca. Staramy się poświęcać Małej jak najwięcej czasu, bawić się z nią. Na szczęście Michaś nie jest zbyt absorbującym noworodkiem, dzięki czemu możemy skupić się na Hanulce.
Mały w poniedziałek skończył 2 tygodnie. Waży obecnie 4600g. Jest cudowny... Większość czasu przesypia, budzi się na cycusia, czasem troszkę poleży i się porozgląda. Niestety od samego początku męczą go kolki. Od 3 dni stosujemy krople Sab simplex i od wczoraj nie miał żadnego ataku. W tym miejscu muszę podziękować Marcie z Tosinkowa za namiary na babkę, która sprzedaje te krople. Dziękuję kochana!
Zamówiłam też na allegro termofor dla dzieci, aby w razie czego móc ogrzać Małemu brzuszek.
Ja czuję się doskonale. Mam jeszcze trochę upławy, ale po za tym nie dokuczają mi żadne dolegliwości połogowe. Karmienie się unormowało, ból piersi już prawie całkiem ustał, zrezygnowałam też z karmienia przez kapturki (Hanię musiałam karmić przez kapturki do samego końca). Teraz skupimy się na chrzcinach, które planujemy na 20 listopada. Ojcem chrzestym zostanie brat męża, a matką chrzestną moja najlepsza przyjaciółka Karolina. Musimy pojechać do księdza, zamówić catering i ubrać siebie i Małego.

Na koniec 2 prośby:
Mamo Kini wygasło mi zaproszenie na Twojego bloga - możesz mi wysłać jeszcze raz?
Diano - mamo Blanki, czy prowadzisz jeszcze bloga? Mogłabym poprosić o zaproszenie na adres:
lexie_1983@buziaczek.pl?

Zmykam pod prysznic!

czwartek, 6 października 2011

A było to tak...

Michaś śpi, Hania z tatą na spacerze, obiad się gotuje, więc mam chwilkę aby w końcu Wam coś napisać. Obiecałam relację z "porodówki",... Jeśli któraś z Was spodziewa się scen rodem z filmów Hitchcocka to się rozczaruje :)
Wszystko zaczęło się 26 września o 8.00 rano. Jadłam sobie z mamą śniadanko i zastanawiałam się czy nie wybrać się na zakupy do miasta. Nic nie zapowiadało, że jeszcze tego samego dnia będę tulić w ramionach moje Szczęście. W drodze do miasta ok godziny 8.50 poczułam pierwszy skurcz, ale do końca sama nie byłam przekonana czy to synuś się rozpycha, czy to skurcze. W trakcie zakupów poczułam kilkanaście słabych skurczy, w różnych odstępach czasu... Byłam przekonana, że to skurcze przepowiadające, tym bardziej, że pamiętałam jakie bolesne były te z Hanią. Ok godziny 10.30 przyjechałam do domku, w tym czasie moja mama wybrała się na pogrzeb sąsiadki (nic jej nie powiedziałam o skurczach, bo to straszna panikara). Skurcze nasiliły się troszkę, ale były całkiem znośne. Profilaktycznie wzięłam 2 no-spy, aby sprawdzić czy ustaną. Ok 12.00 z pracy wrócił mój mąż. Nie uwierzył mi, gdy mu powiedziałam, że coś się dzieje.Myślał, że blefuję :) Wzięłam ciepły prysznic i czekałam, aż skurcze ustaną. Pod prysznicem miałam wrażenie, że są co minutę, ale po wyjściu jakby straciły na intensywności. Profilaktycznie zadzwoniłam do mojego gina, który stwierdził, ze najlepiej będzie jak przyjadę do niego na oddział zrobić ktg. Gdy moja mama ok godziny 13.00 wróciła z pogrzebu, ja już z torbą stałam przy drzwiach wyjściowych. Wychodząc z domu zapewniałam ją, że niedługo wrócę, bo to na pewno skurcze przepowiadające. W drodze do szpitala skurcze miałam co 5 min, wtedy też ustaliliśmy, że nasz synek będzie miał jednak na imię Michał :) Zgłosiłam się na położniczą izbę przyjęć, gdzie położne widząc, kto prowadził moją ciążę, bez badania mnie od razu kazały przebrać się w koszulę i pożegnać męża. Była to godzina 14.00. W międzyczasie przeprowadzono ze mną wywiad położniczy, pobrano krew do badania  i podłączono pod ktg. Gdy położna spojrzała na zapis ktg, stwierdziła, że te skurcze są takie "byle jakie". Po chwili nie czekając na lekarza zabrała mnie na badanie ginekologiczne, aby sprawdzić rozwarcie. Jakież było nasze zdziwieni, gdy okazało się, że mam 8 cm rozwarcia. Położna kazała pędem dzwonić po męża, bo stwierdziła, że zaraz urodzę. Ja patrzyłam na nią z niedowierzaniem, bo wierzyć mi się nie chciało, ze przy takich skurczach i takim natężeniu bólu mam zaraz dziecko urodzić :) Po chwili Łukasz był już ze mną. Położna przebiła mi pęcherz, kilka skurczy partych i nasz Michaś był na świecie. Mały urodził się o 15.20. Podczas porodu nie byłam nacinana, jedynie śluzówka mi lekko pękła, więc założono mi kilka szwów. Nie zdążyłam się nawet zmęczyć samym porodem, więc bardzo szybko doszłam do siebie. Niestety gorzej było z Michasiem. Mały opił się wód płodowych, był 2 doby odsysany, do tego wdał się stan zapalny, wykryto u niego szmery na serduszku, a w trzeciej dobie dostał dość silnej żółtaczki. Swoje z nim w szpitalu przeżyłam, ale nie chcę o tym pamiętać. Najważniejsze, że szmery już ustały, ale w sobotę mamy kontrolną wizytę u kardiologa dziecięcego. Mały jest cudowny, wygląda zupełnie inaczej niż jego siostra... Hania bardzo dobrze przyjęła braciszka w domu, ciągle chce przy nim pomagać. Niestety gorzej zniosła nasze rozstanie. Przez pierwsze dni nie chciała mnie z oka spuścić, nawet na dwór nie wyszła, nie chciała jeść. Pomału wszystko wraca do normy, tylko straszny uparciuch się z niej zrobił. Ja w tej chwili walczę z przeogromnym uczuciem zmęczenia i sennością oraz moimi piersiami, które próbuję jakoś postawić do pionu (Mały chyba źle chwyta brodawkę i z tego powodu przy karmieniu odczuwam straszny dyskomfort). Próbuję różne techniki karmienia i mam nadzieję, że powoli wszystko się unormuje.
Zmykam do mojego Szkraba, bo zaczyna się budzić. Pozdrawiam cieplutko moje Kochane!

Próbuję się ogarnąć...

...i na razie mi to nie wychodzi... Hania odreagowuje tygodniową rozłąkę z mamą, a Michasia już dopadły kolki. W dzień to złote dziecko, a wieczory i noce to istny koszmar. Dziś w nocy płakał od 23.00 do 4.00 rano, bez chwili przerwy. Chodzę na rzęsach, wyglądam jak zombie (ale za to szczęśliwe :))... Mam nadzieję, że szybko wypracujemy na nie jakiś sposób...
Dziękuję za gratulacje! Jesteście kochane! Potrzebuję jeszcze kilku dni, aby ogarnąć cały ten harmider... Pozdrawiam!

niedziela, 2 października 2011

Razem

Nasz Syn... Michał Łukasz (a to ci niespodzianka :) )
ur. 26 września 2011 roku o godzinie 15.20
4150g 58 cm Miłości

W związku z tym, iż dopiero dziś wróciliśmy ze szpitala relacja z porodu pojawi się, gdy tylko troszkę się ogarniemy.
Jesteśmy szczęśliwi...

czwartek, 22 września 2011

Pourodzinowo

W dalszym ciągu nie urodziłam i nic nie zapowiada, aby miało się to wydażyć w najbliższych dniach. Nie będę się nad sobą rozczulać i pisać jak mi źle z powodu oczekiwania na poród. Każda z Was, która tego doświadczyła wie co teraz czuję i myślę. Tego posta chciałabym poświęcić naszej Myszce, która wczoraj obchodziła 2 urodziny.
Impreza urodzinowa odbyła się w sobotę. Na uroczystości stawili się dziadkowie i chrześni. Razem było nas 13 osób. Niestety nie przyjechał ukochany kuzyn Hani - Bartuś (biedak rozchorował się na tyle poważnie, że nie było mowy o jego uczestnictwie w urodzinkach). Pomimo to Było fajnie i wesoło. Upiekłam tort czekoladowy i zrobiłam sernik na zimno, do tego były lody z bitą śmietaną i owoce. Na kolację przygotowałyśmy z moją mamą troszkę sałatek, zapiekanek i mięsa na ciepło. Oczywiście Hania najbardziej ucieszyła się z prezentów. Dostała kuchnię z akcesoriami, centrum pielęgnacji noworodka, zestaw małego lekarza, ubranka i pieniążki. Póki co, największą furorę robi kuchnia - Mała cały czas gotuje i karmi nas wszystkich. Inne zabawki jej schowałam, aby nie znudziła się za szybko.
Co mogę napisać o moim 2-latku? Pięknie mówi, śpiewa, recytuje wierszyki (szczególnie ukochała sobie wiersze Tuwima), sama je, próbuje się ubierać, choć wychodzi jej to troszkę niezdarnie. Pięknie załatwia się do nocnika, "wpadki" zdarzają się naprawdę sporadycznie. Mała przestała być też tak zaborcza w stosunku do mojej osoby - odpuściła mi trochę i swoje zainteresowanie przerzuciła na babcię i tatę. W dalszym ciągu ubóstwia mojego tatę - wieczory należą do nich. Zresztą takim samym uwielbieniem daży drugich dziadków, choć ich z racji miejsca zamieszkania widuje trochę rzadziej. Hania mówi wciąż, ze urodzi się dzidzia i że będzie ciągle płakała :) Staram się jej tłumaczyć, że dzidziusie nie tylko płaczą, ale ona i tak ma swoje teorie na ten temat - moja mała mądrala. Nasza córeczka jest cudownym, radosnym dzieckiem. Póki co, nie ma jakichś szczególnie zaostrzonych objawów "buntu dwulatka". Zazwyczaj jest grzeczna, czasem marudzi, gdy jest przemęczona. Kochamy ją nad życie i nie wyobrażamy sobie życia bez niej!

Czekam na gości

Ale duuuża paka